|
Wpisał Administrator
|
|
poniedziałek, 14. grudzień 2009 21:59 |
|

Kiedy powstawała Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej jej założyciele przypuszczali, że zajmą się walką z różnymi rodzajami wykluczenia społecznego. Oczywiście, ponieważ była to inicjatywa środowiska lewicy, chodziło przede wszystkim o walkę z wykluczeniem, którego podłożem są przyczyny ekonomiczne. Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej miała organizować marginalizowanych ludzi w grupy obywatelskie i wspierać ich dążenia emancypacyjne. Bardzo szybko okazało się, że do stowarzyszenia zaczęli przychodzić ludzie z jednym konkretnym problemem - to byli ludzie zagrożeni utratą mieszkania. Wciąż zgłaszały się nowe osoby. Kancelaria stała się stowarzyszeniem ludzi zagrożonych bezdomnością oraz instytucją specjalizująca się w udzielaniu pomocy konsumentom – lokatorom. Za mało mieszkań Aby określić skalę problemu wystarczy przyjrzeć się statystykom dotyczącym deficytu mieszkań. Raport koalicji „Dach nad głową” mówi, że po 1980 r. niedobór mieszkań stale rośnie. Coraz większy procent rodzin nie ma dostępu do własnego dachu nad głową. To powoduje, że mieszkanie jest towarem luksusowym. Dlatego ci, którzy zarządzają zasobami komunalnymi i społecznymi są coraz bardziej podatni na korupcję i coraz częściej lokatorzy z lokali komunalnych i spółdzielczych są wypychani z mieszkań z pominięciem określonych procedur prawa. Deficyt mieszkań, które byłyby dostępne dla większości społeczeństwa jest podstawowym czynnikiem sprzyjającym wzrostowi bezdomności.
Zaś jedną z konsekwencji tego deficytu jest korupcja. Oczywiście korupcję trudno jest dowieść, ale takie przypuszczenia rodzą się, gdy słyszymy, iż opuszczone przez poprzednich lokatorów mieszkanie w centrum Warszawy zostało nie tylko przydzielone córce prezesa wspólnoty ale również zostało przez nią wykupione. Chociaż przypuszczalibyśmy, że zostanie przekazane oczekującym w kolejce mieszkaniowej. Także ma Pradze Południe odbywało się policyjne śledztwo w sprawie podrobienia pieczątek szefowej wydziału lokalowego. Przy pomocy tych pieczątek różne osoby spoza kolejki wchodziły w posiadanie lokali komunalnych. To między innymi dlatego tak trudno zadłużonym, a więc zagrożonym bezdomnością lokatorom skorzystać z praw przewidzianych w uchwale Rady Miasta Warszawy. Uchwała ta przewiduje możliwość zawarcia ugody w sprawie spłaty zadłużenia na raty i ponownego zawarcia umowy najmu. W reprezentacyjnych dzielnicach dużych miast nie łatwo jest osiągnąć ugodę w sprawie mieszkaniowej. Obserwując zmagania lokatorów z administracją odnosi się wrażenie, że prawo jest traktowane i interpretowane przez urzędników instrumentalnie, że administracja stara się skorzystać z okazji uzyskania wolnego mieszkania, że stara się wręcz przechytrzyć obywatela, który nie orientuje się w różnych zawiłościach prawa. W takiej sytuacji stwierdzenie kodeksu postępowania administracyjnego, że administracja ma działać w taki sposób, żeby obywatele mieli do niej zaufanie okazuje się zupełną fikcją. |
|
Więcej…
|
|
|
Pierwszy numer broszury lokatorskiej KSS |
|
|
|
|
Wpisał Administrator
|
|
środa, 09. grudzień 2009 17:35 |
|
Jak na razie w Lublinie i trochę doraźnie. Wzięło się to stąd, że mówienie o ochronie praw lokatorskich na Lubelszczyźnie jest jak opowiadanie bajki o żelaznym wilku. Lokatorzy z problemami mieszkaniowymi dziwią się, kiedy usłyszą, że coś ich w ogóle chroni. Druga strona - komornicy i wszelkiej maści hieny mieszkaniowe, pływają sobie jak pączki w maśle, w radosnym poczuciu, że wszystko im wolno. Chcemy im popsuć te nieustające wykopki lokatorów, a ludziom pokazać, że też maja swoje prawa. W pierwszym numerze zamieszczono teksty i porady już publikowane na stronie i Tygodniku Chełmskim.Niżej publikujemy stronę tytułową i szatę graficzną, która jest jak zwykle dziełem dziełem Grześka Nowickiego  |
|
Łzy, groźby i przepychanki. Dramatyczne starcie w obronie lokatorki |
|
|
|
|
Wpisał Administrator
|
|
środa, 09. grudzień 2009 17:01 |
Dziennik Wschodni 9 grudnia 2009 r JACEK SZYDŁOWSKI Elżbieta Lalka z Lublina nie straci dachu nad głową. W środę kilkanaście osób powstrzymało komornika, który miał oddać mieszkanie nowemu właścicielowi. Ten chciał za wszelką cenę przejąć lokal i zamieszkać razem z lokatorką. Pani Elżbieta straciła przytomność. Lekarz uznał, że dalsze działania komornika mogą zagrozić jej życiu (Fot. JACEK ŚWIERCZYŃSKI) (Fot. Jacek Świerczyński) Około godz. 10. przed domem pani Elżbiety pojawił się nowy właściciel mieszkania w asyście komornika i dzielnicowego. Na ich drodze stanęło kilkanaście osób z Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej – organizacji świadczącej bezpłatną pomoc prawną.
– Użyję siły, ale wejdę – groziła Helena Kuzel, komornik prowadząca sprawę. – Z nikim nie będę dyskutować. Ślusarz zaraz zmieni zamki. Państwo zamieszkają razem i koniec. Komornik nie chciała słuchać argumentów działaczy KSS.
– Nie można kogoś po prostu dokwaterować – tłumaczył Jarosław Niemiec z lubelskiego oddziału Kancelarii. – To jest naruszanie praw człowieka. Lokatorka ma prawo do mieszkania socjalnego. Trzeba czekać na przydział, a nie stosować siłę. Na to nie pozwolimy.
Jak pisaliśmy, pani Elżbieta straciła mieszkanie za długi męża. Wierzyciel przejął 60 mkw przy ul. Tymiankowej za 90 tys. zł, po czym sprzedał za 140 tys. zł. Lokatorka uzyskała jednak prawo do mieszkania socjalnego. Nie wiadomo, kiedy dostanie przydział.
– Ja już czekał nie będę. Idą święta, to ubierzemy razem choinkę – ironizował Edward P., nowy właściciel mieszkania. – Jestem rozwodnikiem, ta pani też jest sama. Może się pobierzemy. – Nie ma Pan gdzie mieszkać?
– Pewnie, że nie. Mieszkam ze studentami. Mam liczną rodzinę. Poza tym, to moja sprawa. Sprawdziliśmy. Z dokumentów sądowych wynika, że Edward P. zajmuje okazały dom na lubelskich Choinach. Dziennikarzom przyznał się, że jest właścicielem jeszcze jednej posesji. Konfrontacja przy ul. Tymiankowej szybko przybrała dramatyczny obrót. Pani Elżbieta straciła przytomność. Dzielnicowy udzielił jej pierwszej pomocy. Wezwano pogotowie. – To dobrze, lekarze otworzą mi drzwi – komentował Edward P.
Ratownicy pojawili się po kilkunastu minutach. Udało im się ocucić kobietę, podali jej leki uspokajające. Komornik nie rezygnowała z przejęcia mieszkania. Działacze z KSS nie odstępowali od drzwi.
– Przecież ktoś musi stanąć w obronie tej kobiety – mówi sąsiadka pani Elżbiety. – Ona padła ofiarą męża. Została oszukana i jest w strasznej depresji.
Impas trwał kilka godzin. Komornik Helena Kuzel nie rezygnowała. Przekonała ją dopiero opinia lekarza. Stwierdził on, że dalsze działania komornika mogą być bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia lub życia pani Elżbiety.
– W tej sytuacji rezygnuję. Wyznaczę nowy termin – skwitowała Kuzel opuszczając Tymiankową.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że kolejnych działań komornika można się spodziewać najwcześniej w lutym. |
|
Wpisał Administrator
|
|
piątek, 04. grudzień 2009 19:06 |
|

Jestem pracownikiem obsługi od wielu lat i znam tę robotę od podszewki z najgorszej strony. Dlatego komentarze pod artykułami prasowymi na temat pracowników obsługi budzą we mnie mordercze instynkty. Pytam tych ''anonimowych'' gości- Skąd w was tyle nienawiści? Dlaczego obrzucacie błotem ludzi , których nie znacie ,nic o nich nie wiecie i nie macie pojęcia jak ciężko pracują?Czyżby te nędzne 900 może 1000 złotych pensji wzbudza w was tyle zawiści? Ciągle panuje przekonanie, że sprzątaczka, czy dozorca to baran bez szkoły albo patologiczny stwór. Nie te czasy ''Sz.Władzo''! Zapewne chcieliby możni panowie wrócić do pobierania od maluczkich dziesięciny, a tu sprzątaczka podniosła głowę i domaga się swoich praw. Po proteście w dniu inauguracji nowego roku akademickiego jeden z profesorów powiedział; ''Dobija się hołota do drzwi!'' O tak , dobija się, bo doczekała się ignorancji władzy w pełnym tego słowa znaczeniu. Bo do dzisiejszej elity rządzącej nie docierają bardziej cywilizowane argumenty. Obecna władza potrafi tylko szczuć ! Jej celem stało się przeciwstawianie sobie różnych grup pracowniczych. Nawet profesorowie dali się wmanewrować i jak słusznie ktoś zauważył na forum jako pierwsi zostaną zrobieni w konia. A my ta szara strefa uniwerka nie dajmy się skłócić i rośnijmy w siłę ku niezadowoleniu JM. Pokażmy ,że stać nas na coś więcej niż ''żółty związek''. (**) Agnieszka Zarzycka Solidarność 80 Curier UMCS nr 4 |
|
Wpisał Paweł Bolek
|
|
piątek, 04. grudzień 2009 12:17 |
|
Historia Damiana z Dusznik Zdroju pokazuje, że w naszym kraju można spłacać kredyty, których się nie zaciągnęło, że można odziedziczyć spadek, który nie istnieje... pokazuje jednak też, że z bankiem można wygrać – znając swoje prawa.
Scena z hollywoodzkiego romansu. Do drzwi ubogiej rodziny z Detroit puka prawnik w garniturze Versace. W przyjemnych słowach informuje domowników o spadku pozostawionym przez bogatego stryja z Nowego Jorku. W zamian za usługę prawnik dostaje swoją działkę – jakieś 100 000 dolarów a uszczęśliwiona śmiercią krewnego rodzina wydając kilka milionów wchodzi w posiadanie sympatycznej rezydencji na Florydzie. Fabuła filmu opiera się na miłosnych perypetiach rozkapryszonej latorośli i małżeńskich problemach przeżywających kryzys wieku średniego rodziców. Scena z polskiej rzeczywistości. Do drzwi 22-letniego Damiana puka spocony listonosz. W oschły sposób każe pokwitować odbiór bankowych wezwań do zapłaty. Dodajmy, zapłaty za długi rzekomo zaciągnięte przez nieżyjącą od trzech lat babcię – alkoholiczkę. Banku nie interesuje, że Damian kredytów nie zaciągał, baaa nawet nie miał pojęcia o ich istnieniu. Po zapiciu się na śmierć trzech członków rodziny, wyszedł na prostą, podjął pracę, pospłacał zaległości czynszowe i rozpoczął remont mieszkania komunalnego. Dla dżentelmenów w białych kołnierzykach i garniturach Vistuli liczy się jednak fakt, że chłopak w swojej nieświadomości nie zrzekł się w ciągu pół roku od śmierci ostatniego spadkobiercy – matki alkoholiczki – pozostawionej przez przodków „fortuny”. Bo i z czego miał rezygnować? Z zepsutej lodówki? Od lat niedziałającej pralki? Ilu z nas wie, że spadku tak czy owak musimy się zrzec? Że w ciągu sześciu miesięcy powinniśmy w tej sprawie odwiedzić notariusza i złożyć stosowne oświadczenie? No i kto o tym myśli w chwili śmierci bliskiej osoby? Myślą o tym bankowi windykatorzy. Za każdego upolowanego „jelenia” dostaną działkę w wysokości kilku tysięcy złotych. Od Damiana GE Money Bank zażądał kwoty 24 000 zł naliczonej na podstawie trzech zaciągniętych przez babcię kredytów. Nikt w banku nie zadał sobie pytania jak to możliwe, że pijącej, starszej kobiecie ze skromnymi dochodami udzielono aż trzech pożyczek. I to biorąc pod uwagę fakt, iż żadna z nich nie była spłacana. Nikt nie pomyślał, że w okolicy nie ma ani jednej placówki GE Money a wyjazd trunkowej babci do Wrocławia w celu zaciągnięcia kredytu gotówkowego jest dosyć mało prawdopodobny. A co dopiero trzy wyjazdy pod rząd? Wniosek nasuwa się sam: babcia była tzw. „słupem”, a kredyty zostały wyłudzone na podstawie jej podpisu, złożonego najprawdopodobniej w zamian za przysłowiowy „kieliszek chleba. W zdewastowanym mieszkaniu kobieta nie pozostawiła po sobie nic co w jakikolwiek sposób mogłoby świadczyć, jakoby kiedykolwiek dysponowała gotówką większą niż skromna, regularnie przepijana emerytura. W powyższy proceder prawdopodobnie był zamieszany przedstawiciel banku, w przeciwnym razie nikt nigdy nie wyliczyłby babcinej zdolności kredytowej na 20 000 zł. Białych kołnierzyków to jednak nie obchodzi – liczy się kasa. Przecież niezależnie od wszystkiego za „skórkę” ustrzelonego jelenia dostaną niemałą prowizję. Szukając wsparcia Damian trafił do Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, która sprawę nagłośniła. Sytuacją duszniczanina zainteresowały się ogólnopolskie media, ludzkim głosem przemówiły uznane autorytety prawnicze. Wbrew „bankowym tytułom wykonawczym”, zastraszającemu tonowi listów i telefonicznym groźbom elokwentnych windykatorów okazało się, że kwestia długu wcale nie jest oczywista, a Damian płacić nie musi – wszystko jest przedawnione. O przedawnieniu z pewnością bank wiedział, ale cóż... klient się wystraszy i naiwnie spłaci cudze kredyty. W obliczu medialnej kompromitacji GE Money Bank postanowił wysłać list, w którym oferuje umorzenie odsetek i części kapitału. Aby rozmyć sprawę, pismo zostało zaadresowane do... nieżyjącej od trzech lat babci. Korporacyjni piarowcy uznali, iż lepiej zrobić z siebie idiotę niż złodzieja. I choć dzięki odwadze cywilnej oraz wsparciu KSS Damian sprawę wygrał, pozostaje niesmak i pytanie – ilu ludzi w skali kraju co roku daje się nabijać w butelkę? Nasuwa się na myśl także pewna refleksja. Dlaczego ustawodawca chroni banki a nie obywateli? Przecież wystarczyłoby zobligować instytucje finansowe do informowania rodzin dłużników o ciążących na nich zobowiązaniach w terminie 6 miesięcy od daty śmierci kredytobiorcy. Byłoby o wiele uczciwiej. Niestety tam gdzie wchodzą w grę wielkie pieniądze słowo „uczciwość” brzmi dosyć egzotycznie.
Paweł Bolek
PS
Program telewizyjny „Ostatnia instancja”, w którym przedstawiona została sprawa Damiana Kudzbalskiego można obejrzeć na stronach internetowych Nowej Gazety Gmin (www.wolnyportal.com) w dziale „Filmy on-line” oraz w wyższej jakości na stronach portalu Alterkino (http://alterkino.org/ostatnia-instancja-bankowy-rozboj)
|
|
|
|
|
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>
|
|
Strona 4 z 14 |