Home

Sonda

Europa socjalna czy liberalna?
 

Ostatnio dodane


Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates
Nowy Curier UMCS PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
wtorek, 24. listopad 2009 22:09


 

DEBATA PRACOWNICZA

26 listopada (czwartek) 2009 r. godzina 13.30

Klub Tektura ul. Wieniawska 15a

         PRZYJDŹ I ZDECYDUJ JAK CHCESZ WALCZYĆ O SWOJE PRAWA CZŁOWIEKA I PRACOWNIKA

Temat debaty: „Samopomoc, zrzeszenie, ruch”

Będziemy zastanawiać się jakie formy organizacji ruchu pracowniczego musimy przyjąć wobec nowych problemów, z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć, takich jak np. globalne zagrożenie outsourcingiem, przed którym nie da się bronić  w tradycyjny sposób, tj. w obrębie jednego zakładu pracy w ramach  zadań statutowych związków zawodowych. Będzie tez o związku typowych problemów pracowniczych z innymi problemami społecznymi, jak np. zagrożenie utrata dachu nad głową,czy problemem zabezpieczenia społecznego na wypadek utraty pracy.

 

MY – PATOLOGIA

          

Nie osiągasz płacy minimalnej, wykonujesz najprostszą pracę fizyczną na śmieciową umowę, masz problemy z opłatami za mieszkanie i media, potrzebujesz pomocy społecznej. Masz pecha. Według obowiązującej propagandy sukcesu siedzisz po uszy w patologii.

            Któregoś pięknego dnia, w pewnym urzędzie „świadczącym pomoc socjalną”…       

- Pani podbije te papiery na zasiłki, co to sprzątaczka cholera znalazła. No te, co zgubiłam, za regał mi wpadły w zeszłym miesiącu. Pani podbije, bo petent będzie się awanturował, że od miesiąca nie ma za co kupić jedzenia.

- A mówiłam żeby w puszczać tylko w krawatach, petent w krawacie jest mniej awanturujący się.

            Kilka godzin później…

- Panie kierowniku, panie kierowniku, w gumowcach mi wlazł. W gumowcach do biura.

- Papiery, papiery zabrał. Moje narzędzie pracy.

- Panie kierowniku zabrałem te papiery, bo bez nich nie dostanę świadczeń, nie mam na jedzenie i opłaty, a te panie porozlewały na nie kawę i chciały je wrzucić do niszczarki.

- To pijak.

- I biedak- Bo każdy biedak to pijak.

            To takie dialogi przerobione z „Misia” Barei, Przejaskrawione. Czyżby? Toż nikt inny jak jeden z przedstawicieli kadry naukowej UMCS, człowiek, który winien odznaczać się znacznie większym poziomem intelektualnym i moralnym niż tłuszcza prymitywnych, żądnych zysku biznesmenów i menadżerów;  dostrzegł w proteście pracowników broniących swoich miejsc pracy jedynie „hołotę rzucającą jajkami w rektora”. Widać byli bez krawatów. A może, jego zdaniem, powinni odpowiednio ubrani – panowie w krawatach, panie w stosownych żakietach, przyjść i uniżenie prosić o litość i zgodnie z ukazem cara Piotra I o stosunku podwładnego do przełożonego - „przyjąć postawę lichą i minę mieć durnowatą”. To tez byłaby hołota, ale do zniesienia. Taka, która się burzy jest patologiczna, skoro zakłóca społeczny porządek. A przecież podano nam do wierzenia, że kapitalizm jest dobry, system funkcjonuje prawidłowo, a ci, którzy nie uwierzyli, nie dają sobie rady, nie mogą osiągnąć odpowiedniego dochodu są niedostosowani. Każdy bunt robotników, którzy boją się o miejsca pracy, chcą wyższej płacy, by normalnie żyć, to nic innego jak próba „zakłócenia normalny mechanizmów rynkowych i restrukturyzacji mającej na celu obniżenie kosztów, zwiększenie wydajności i konkurencyjności”.  Niedostosowanie do systemu społecznego to bardzo zła rzecz - to patologia. Ot cała filozofia. Jeśli w tym wspaniałym systemie ktoś ma problemy to cos z nim jest nie tak. Jest niezaradny, leniwy i głupi. Pamiętającym dawne lata coś to przypomina? Czy za batiuszki Stalina nie wsadzano do psychuszek tych, którym nie podobał się ustrój? Czyż działaczy pierwszej „Solidarności” nie wyzywano od chuliganów? Jakoś niepokojąco to, co dziś głosi oficjalna propaganda zalatuje totalitaryzmem. Zalatuje, bo musi, jeśli z połowy społeczeństwa robi się patologię.

            Patologie się karze i zwalcza. Za biedę karą jest wykluczenie i pozbawienie praw człowieka. Najczystszy przykład: W Głogowie rodziny zagrożone eksmisją odwiedziono od dochodzenia praw lokatorskich i zmuszono do uległości i przyjęcia lokali tymczasowych, pod groźbą odebrania dzieci przez sąd rodzinny, na tej podstawie, że rodzice nie dają się do pełnienia swoich ról, ponieważ nie potrafią zapewnić rodzinom właściwego dochodu. Lokale tymczasowe do „pomieszczenia nadające się do zamieszkania, chociażby nie nadawały się na stały pobyt ludzi”. Po 6 miesiącach walizki wystawiane są na bruk.

            Podobno przedstawiciel władz UMCS stwierdził, że nie chce rozmawiać z nikim poniżej magistra. Skoro tak zostaliśmy podzieleni, na lepszych i gorszych to niech tak będzie. Przyjmiemy to wyzwanie. To zbyt pewne siebie elity przyznały, że istnieje konflikt klas społecznych. To bogaci, doskonale wykształceni i ustosunkowani posiadacze kapitału i stanowisk zgodnie zabezpieczają swoje interesy przed roszczeniami „patologii”. Walczą z nami jednym frontem, przypisując nam wszystkie cechy patologii społecznej, o czym świadczą pytania kierowane do działaczy KSS, kiedy ci interweniują w sprawach osób ubogich.  „Czy oni piją?”- to najczęściej interesuje urzędników w naszych klientach. Kiedy im potrzeba, elity pieniądza nasyłają na nas policję. Kiedy sami w biały dzień okradają robotników, każą policji odwracać głowę. Proletariatowi potrzebny jest ruch przeciw wspólnemu zagrożeniu. Dziś jest ono jasne – to outsourcing. Pracownicy placówek publicznych wystąpią razem przeciw temu zjawisku, nie tylko na UMCS. W perspektywie mamy także obronę miejsc pracy w szpitalach Lubelszczyzny. I będziemy to robić razem, bo zagrożenie jest globalne.

            W starożytnym Rzymie były dwie klasy społeczne wolnych obywateli. Patrycjat, czyli ojcowie, to klasa zamożnych posiadaczy. Proletariat, czyli dzieci to będąca na ich łasce i niełasce gołota. W wszystkie dzieci w końcu się zbuntują…

 

 

 

Cóż za autoparodia

            Jak wiadomo, panowie profesorowie założyli Związek Zawodowy Profesorów. Profesorowie są, jak na profesorów przystało, tak roztargnieni, że zapomnieli zarejestrować się w sądzie. Jak się dowiedzieliśmy, musiała to zrobić za nich administracja uczelni. Zarejestrowano ów egzotyczny związek w sądzie w … Warszawie. Czyżby związek na uchodźctwie? A może typowa dla wybitnych intelektualistów autoironia. Tak czy owak nie wróżymy im wielkiej przyszłości. Wszak wiadomo, że dwóch profesorów zgadza się ze sobą tylko wtedy, gdy mówią o tym trzecim.

 
 
DOKTOR JAKUB ONANOW – ROSJANIN PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
wtorek, 24. listopad 2009 00:02

 

W maleńkiej izbie, która do tej chwili była domem dla ośmioosobowej rodziny, konała matka. Bladziutka jak płótno, z trudem unosiła powieki i ogarniała nieprzytomnym wzrokiem drobne dzieci, tulące się do jej łóżka. Obok siedział mąż, młody człowiek, któremu zdarzenia ostatnich dni dodały kilkudziesięciu lat. Poprzedniego ranka pochował matkę i dwumiesięcznego synka.

Zupełnie nie wiedział, co robić. W ich domu o wszystkim decydowała żona. Teraz, gdy oddychała z coraz większym trudem i przestała mówić, jęcząc tylko z bólu, pomyślał, że to koniec jego rodziny. Patrzył na pustą kołyskę, w której jeszcze niedawno leżał najmłodszy synek i żal ściskał mu serce.

W pewnej chwili pochwycił spojrzenie żony i wydało mu się, że ona coś do niego mówi. Otrząsnął się z przygnębienia, postanowił zacząć jakąś walkę. Siedzenie i czekanie na śmierć wydało mu się niewybaczalnym błędem. Kochał bardzo swoich najbliższych i za wszelką cenę pragnął ich uchronić przed nieodwracalnym.

Cholera grasowała w Łęcznej od długich tygodni. Dziesiątkowała ludzi, każdego dnia zabierając kolejne istnienia. Walka z chorobą wydawała się beznadziejna. Jedyną bronią było wapno, którym zalewano dosłownie wszystko – domy, podwórza, ulice, świeże groby. Zaraza jednak była na te działania całkowicie odporna i szerzyła się bezwzględnie. Mieszkańców miasteczka ogarniała coraz większa rozpacz. Pozostawała im modlitwa, w której gorąco błagali Boga o zmiłowanie.

Niewiele nadziei wiązano z przybyciem do miasta rosyjskiego lekarza, Jakuba Onanowa, który został tu przydzielony przez Komisję Lekarską. Miał walczyć z epidemią. Ludzie obawiali się rosyjskiego doktora – syna wrogiego, zaborczego narodu. Nie wierzyli, by jakikolwiek Rosjanin chciał im w czymkolwiek pomóc, a szczególnie w kwestii takiej wagi, jak walka ze śmiertelną zarazą.

Jednakże czas weryfikował te poglądy. Często widziano doktora, jak biegł do kolejnego przypadku. Przygarbiony, z brązową, skórzaną torbą wykończoną srebrnymi okuciami, w długim, ciemnym surducie, szybko wpisał się w codzienny widok zrozpaczonego miasta jako dobroczyńca. Zdesperowani chorzy, którzy niczego przecież nie mieli do stracenia, coraz częściej decydowali się wzywać Onanowa na ratunek.

Więcej…
 
Biuletyn robotniczy UMCS PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
środa, 18. listopad 2009 17:07

 

W każdym numerze będziemy zamieszczać, oprócz aktualności, jakieś krótkie teksty publicystyczne. Oto publicystyka z tego numeru

 

TO DOPIERO POCZĄTEK

   Podpisano porozumienie miedzy władzami uczelni i załogą, a media ogłosiły koniec sporu na UMCS. Mocno się pospieszyły, oj mocno. To co dla mediów jest finałem dla nas jest początkiem.

            Nic nie jest jeszcze jasne i skończone. Załogę dopiero czeka prawdziwy sprawdzian z umiejętności organizowania się, solidarności i walki o swoje prawa. Na razie szaleje plotka, tu i ówdzie widać „nieoficjalne” ruchy władz, jakieś indywidualne występy co gorliwszych szefów. Jedni już znają listy zwolnień, inni nic nie słyszeli. Ależ jest porozumienie. Są jasne kryteria O co chodzi?  No właśnie o tę różnicę  między czynem, a intencją. O odwieczną grę pomiędzy zatrudnicielem, a pracownikiem. Ona w systemie rynku i pracy najemnej nigdy się nie skończy. Pracownik zawsze będzie pożądany jako tania i bezradna jednostka. Tego nie kończy żadne porozumienie.

            Z naszego protestu należy wyciągnąć najważniejszą lekcję: O ile jesteśmy zorganizowani i świadomi naszych interesów; o ile potrafimy zrzucić z siebie niewolnicze piętno, którym rynek znaczy robotnika i sami podjąć walkę, o tyle stajemy się świadomym podmiotem. Walka pracowników jest wartościowa tylko wtedy, kiedy oni sami chcą się wyzwolić z opresji, kiedy stają się oddolnym ruchem. Można poprosić o pomoc znanych ludzi,  posłów, ale nie można liczyć, że zbawia nas jacyś znani politycy,  biznesmeni czy elity. Nie zbawią nas same komisje związkowe o ile nie będą miały za sobą poparcia i pewnej presji zwykłych działaczy, którzy są gotowi podjąć akcję. Sami musimy się zbawiać z dnia na dzień. Aż do skutku.

Więcej…
 
Piotr Ikonowicz: - Władza lokalna chce pokazać słabym swoją siłę PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
wtorek, 17. listopad 2009 21:26


Piotr Ikonowicz zamierza teraz pomagać lokatorom wysiedlanego w Głogowie budynku

- Przecież to zamożne miasto. O co tu chodzi? Wielka awantura o dziewięć - dziesięć rodzin - zastanawia się lewicowiec Piotr Ikonowicz, działacz Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, która pomaga mieszkańcom bloku przy ul. Merkurego.

- Jakie ma pan zdanie na temat tego, co się zdarzyło w Głogowie?
- Mamy do czynienia z typowym konfliktem, który pokazuje, że władza lokalna działa sama dla siebie. Część lokatorów oczywiście dostała coś od miasta, ale władza w swej arogancji i pysze stara się ukarać tych obywateli, którzy przeciwko niej sięgnęli po środki prawne.

- Czy zamierza pan jakoś tym ludziom pomóc i co pan może dla nich zrobić?
- W Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym będę walczył o to, by uznano, że ci ludzie jednak nie mieszkali w hotelu. Przecież to był zwykły slums. Złożymy tam odwołanie, jeśli wyrok sądu niższej instancji będzie niekorzystny. Spróbujemy nie dać wyrzucić matki z piątką dzieci do jeszcze gorszej ruiny. W ostateczności odwołamy się do opinii publicznej.

- W Głogowie już ponieśliście pierwszą porażkę. Odbyła się eksmisja. Jeden z lokatorów został przeniesiony do przytuliska dla bezdomnych. Okazało się, że na koniec zmienił zdanie i jednak się na to zgodził.
- Prezydent Głogowa zrobił coś, co według mnie przekracza wszelkie normy. Fakt, że ten niepełnosprawny człowiek, którego eksmitowano, nie jest ubezwłasnowolniony. Ale prezydent mu w końcu wmówił, że dla własnego dobra powinien się stać bezdomnym. Jednak nasze doświadczenie jest takie, że takie osoby, mieszkańcy przytułków, już nigdy nic nie dostają, bo dla władzy już nie istnieją. Usunięcie z mieszkania i pozbawienie człowieka adresu jest tym, z czym walczy Unia Europejska, dlatego według mnie władze Głogowa się nie popisały. Poza tym odesłanie człowieka, który ma problemy psychiczne, do przytułku, kojarzy mi się z totalitaryzmem radzieckim.

- W tej sprawie interweniowali poseł Marek Balicki i eurodeputowany Tadeusz Cymański. Co takiego zrobili?
- Balicki wysłał faks do prezydenta, w którym ostrzegł, jakie skutki może przynieść przeniesienie chorego człowieka do przytułku. Natomiast Cymański rozmawiał telefonicznie z wiceprezydentem Szulcem. Próbował nakłonić go do zmiany decyzji w sprawie eksmisji. Z kolei my jako kancelaria uważamy, że w tej sprawie trzeba prowadzić dialog i tak rozwiązać ten problem, by samorząd tych ludzi nie skrzywdził. Ileż jest przecież w Głogowie samotnych matek z pięciorgiem dzieci, takich jak jedna z lokatorek hotelowca? Jest ich kilka albo najwyżej kilkanaście. A przecież Głogów to miasto zamożne. O co tu chodzi? Wielka awantura o 9 – 10 rodzin. Tymczasem fakty są takie, że dobija się właśnie tych najsłabszych. To jest cyniczna i oburzająca postawa władzy lokalnej, która chce pokazać słabym swoją siłę.

- Dziękuję.

Rozmawiała Dorota Nyk, Gazeta Lubuska, 19 listopada 2009 r.

 
NIEBIESKIE KLAPKI PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
niedziela, 15. listopad 2009 10:22

Podążając tam, gdzie musimy podążać robiąc to, co musimy robić, i oglądając to, co musimy oglądać, stępiamy i wyszczerbiamy narzędzie, którym piszemy. Ale wolę je mieć powyginane i stępione i czuć, że muszę je znowu wyostrzyć, wykuć we właściwy kształt i przeciągnąć po osełce – i wiedzieć, że mam o czym pisać – niż żeby było piękne i błyszczące, a ja żebym nie miał nic do powiedzenia, albo żeby było gładkie i dobrze naoliwione w schowku ale nieużywane.
Ernest Hemingway

Autor (długie włosy) obok eksmitowany Krzysztof (młody) i prezydent Głogowa (w płaszczu)

I.
(bezradność w pajęczynie ulic)

Już w Głogowie, klucząc wraz z Gienkiem w poszukiwaniu ulicy Merkurego otrzymałem telefon z niepokojącą wiadomością
– Komornik z asystą policji jest już w budynku.
- Aaa... Aha, dojeżdżamy, będziemy za pięć minut – odpowiedziałem bezradnie.
Gienek jechał powoli wypytując o drogę przypadkowych przechodniów. Byliśmy już blisko. Otaczały nas imiona bogów, gwiazdozbiorów i planet.
- Jesteśmy na ulicy Perseusza, przy Oriona, szukamy Merkurego – dorzuciłem i zerwałem połączenie.
- Szybciej, komornik już jest na miejscu – pośpieszałem Gienka i dodałem – czy zdążymy w pięć minut?
- Kurde nie wiem, staram się.
Zza zabudowań wyłoniła się znana mi już sylwetka brązowego bloku. Byłem tu pierwszy raz tydzień temu. Wówczas z dworca odebrał mnie jeden z lokatorów, Grzegorz  i do budynku dotarliśmy piechotą.
- To tu, zatrzymaj się.
Przeprawiliśmy się przez błotniste, częściowo podtopione przez deszcze podwórze. Na schodach stało trzech lokatorów, Grzegorz, Ewelina i Krzysztof.
- Witam, gdzie komornik? – zapytałem pośpiesznie.
- Na górze.

Więcej…
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 5 z 14