|
WIEJADŁO – CAŁY LUDWIN ŚPIEWA Z NIMI |
|
|
|
|
Wpisał Administrator
|
|
niedziela, 11. październik 2009 10:56 |
|
Najcenniejsze inicjatywy biorą się z potrzeby serca i przekonania, że to co się robi powinno być robione dla dobra całej społeczności i dlatego z tej społeczności musi wyrastać i być z nią związane. Taką inicjatywą jest chór Wiejadło z Ludwina. Od 10 lat śpiewają dla swoich rodzin, przyjaciół i sąsiadów w lokalnym kościele i reprezentują swoją społeczność. Reprezentują naprawdę, bo czują się częścią lokalnej społeczności, a wszyscy wokół mają poczucie, że to ich chór. Wiejadło obchodzi w tym roku dziesięciolecie swojego istnienia. W 1999 roku na propozycję ówczesnego proboszcza parafii w Ludwinie ks. Janusza Kozłowskiego, żeby zorganizować chór, który uświetniłby uroczystości religijne odpowiedziała nauczycielka muzyki Marta Guz. Znała się na rzeczy, bo sama śpiewała w chórze i takie zespoły prowadziła w szkołach, w których pracowała, a do tego zawsze kochała muzykę i lubiła ją wykonywać. Trafiła też na podatny grunt, jakim jest otwarta i chętna do współdziałania lokalna społeczność. Znalazła się też wrażliwa na muzykę grupa młodzieży gotowej do wejścia na drogę samorealizacji poprzez sztukę. Taki zbieg sprzyjających okoliczności musiał skutkować wielkim sukcesem, jakim jest te 10 lat wspólnego śpiewania i wiele nagród i wyróżnień dla tego żeńskiego zespołu z Ludwina. A największym sukcesem jest to, chór stał się wizytówką i chlubą środowiska, z którego wyrasta, a mieszkańcy Ludwina nie wyobrażają sobie niedzielnej mszy i większych świąt bez muzycznej oprawy w jego wykonaniu. Kiedy trzeba sami włączają się do pracy i organizują uroczystości razem z zespołem. Tak powstają jasełka, w których oprócz samych chórzystek bierze udział nawet 50 osób, jak to miało miejsce w 2008 roku. Większość wokalistek z dzisiejszego składu Wiejadła, dorastała razem z chórem. Kiedy zaczynały, były dziećmi, dziś są dorosłymi osobami. Nie wszystkie przebywają na stałe w Ludwinie. Uczą się w liceach w Lublinie, wyjeżdżają na studia, ale na piątkowe próby i niedzielne msze o 9.00 zawsze się zjawiają i śpiewają. A chór nie dość, że daje radość ze śpiewania, to nie raz zdarzało się, że pełnił role wychowawczą, pomagał w rozwiązywaniu problemów związanych z wiekiem dorastania, a z pewnością tej czy innej nieśmiałej dziewczynce pomagał rozwinąć skrzydła i nabyć większej pewności siebie, dodawał odwagi w kontaktach z innymi ludźmi i uczył działania w grupie. |
|
Więcej…
|
|
|
Wpisał Administrator
|
|
piątek, 09. październik 2009 11:57 |
|

fot. Krzysztof Ciemny Berlin 2009 roku. Linia zakreślona przez miejską rzeczkę wyznacza podział pomiędzy dzielnicami: biedną turecko-polską i zamożną, w której rozpoczęto budowę ogrodzeń wokół bogatych domów. Szef niemieckiej Samopomocy Ludowej opowiada polskim pracownikom socjalnym, że to tutaj 1 Maja tłumy wściekłych, skazanych na życie z zasiłków mieszkańców biednych dzielnic podpalają samochody zamożnych obywateli dzielnicy położonej na drugim brzegu. Z powodu nasilania się niepokojów społecznych władze Berlina zwiększają środki przeznaczane na pomoc społeczną. Chodzi o to, żeby biedni wiedzieli, że dla nich też się coś robi. Ta informacja wywołuje w grupie słuchaczy zamieszanie. Pewna pani, która chwilowo zapomniała, że zasiłki w kapitalistycznych Niemczech były wypłacane jeszcze przed wojną, wyraziła szczere zaniepokojenie, czy taka nowa polityka nie spowoduje, że u naszych sąsiadów, tak jak w Polsce, wzrośnie zjawisko uzależnienia od pomocy społecznej. To wyjazd szkoleniowy, pracownicy socjalni z Polski mają się w ciągu tygodnia zapoznać z nowa formą polityki społecznej – berlińskimi grupami samopomocy. |
|
Więcej…
|
|
Demonstracja z okazji Dnia Lokatora |
|
|
|
|
Wpisał Administrator
|
|
niedziela, 04. październik 2009 07:50 |
|
2 października w Warszawie odbyła się demonstracja z okazji Międzynarodowego Dnia Lokatora - dnia obchodzonego przez ruchy lokatorskie na całym świecie. W Warszawie protest lokatorski zorganizowały w ramach kampanii" Mieszkanie Prawem nie Towarem" Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów i Lewicowa Alternatywa. Obecni byli również między innymi przedstawiciele Komitetu Obrony Lokatorów, Związku Syndykalistów Polski, Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, Pracowniczej Demokracji i Młodych Socjalistów. W proteście uczestniczyło około 150 osób. Demonstrację rozpoczął Piotr Ciszewski z WSL i LA mówiąc iż jest to między innymi protest przeciwko populizmowi urzędników i polityków twierdzących że kwestię mieszkaniową rozwiąże wolny rynek oraz roszczeniowej postawie kamieniczników chcących za darmo otrzymać od miasta kamienice. Andrzej Smosarski przypomniał, że to iż nie buduje się mieszkań komunalnych zmusza jednych do zaciągania wieloletnich kredytów, a innym grozi bezdomnością. Przypomniał, że tania alternatywa w postaci mieszkań komunalnych zmniejszyłaby również wyzysk czynszowy w zasobie prywatnym, a także ceny wynajmu mieszkań. Własny happening przygotowali lokatorzy z ul. Noakowskiego 16. Utworzyli oni z liter, które mieli na koszulkach napis "Waltzowie spekulanci", ponieważ zostali przejęci razem z budynkiem przez męża prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Demonstranci po krótkim wiecu ruszyli wzdłuż Nowego Światu, ulicy symbolicznej ze względu na liczbę problemów z reprywatyzacją jakie dotykają zamieszkujących przy niej lokatorów. Pochód zatrzymał się przed budynkiem przy ul. Nowy Świat 66, gdzie kamienicznik, Wojciech Bazarnik chciał nielegalnie eksmitować lokatorów. Teresa Leśkiewicz z WSL powiedziała, że w tym budynku się urodziła i bez swojej winy została zmuszona do wyprowadzenia się z niego. Demonstranci przypominali zachowanie przedstawicieli Bazarnika, którzy chcieli między innymi usunięcia wiadomości o blokadzie eksmisji z serwisu lewica.pl i innych stron internetowych. Pod pomnikiem Kopernika, niedaleko ulicy Oboźnej przypomniano sytuację lokatorów z ul. Oboźnej 7. Budynek odzyskała NSZZ "Solidarność", aby później sprzedać go brytyjskiej spółce. Ta z kolei zdecydowała się na pozbycie się lokatorów. Jeden z nich po eksmisji na bruk z kotłowni do której został wcześniej wyrzucony zmarł. Andrzej Smosarski przypomniał, że w Polsce de facto wciąż istnieje eksmisja na bruk, ponieważ wyrzucony do pomieszczenia tymczasowego traci po pewnym czasie ochronę prawną. Zebrani przeszli następnie pod pałac prezydencki, gdzie przypomnieli, że prezydent Lech Kaczyński obiecał poprawę sytuacji lokatorów i solidarne państwo, ale jedynie na obietnicach się skończyło. Skandowano "Prezydencie jak się mieszka!" oraz "Zapłać czynsz!". Demonstracja zatrzymała się również pod budynkiem przy ulicy Krakowskie Przedmieście 35, którego lokatorów kamienicznik, pomimo iż uiszczali opłaty pozbawił prądu i gazu, a policja ani władze nie chciały w tej sprawie interweniować. Demonstracja zakończyła się na Placu Zamkowym, gdzie głos zabrał Piotr Ikonowicz z KSS i Nowej Lewicy. Wezwał on lokatorów do organizowania się nie tylko przy okazji demonstracji. Przypomniał, że w ostatnim czasie przy pomocy blokad i interwencji prawnych KSS i WSL zablokowały w Warszawie dwie eksmisje. Michał Warecki
www.lewica.pl |
|
Na wieść o eksmisji aż go zamurowało |
|
|
|
|
Wpisał Administrator
|
|
piątek, 02. październik 2009 07:45 |
|
Jeśli wierzyć dziennikowi "Fakt" (1X2009), przykład godnej nasladowania determinacji w walce z eksmisjami dał, mający problemy mieszkaniowe Belg. Jeroen Peeters z Brukseli postanowił nie dać się wyeksmitować z zajetego samowolnie pustostanu i na wieść o wizycie komornika zamurował sobie nogę w posadzce. Pomysł zaiste nieszablonowy i kto wie czy nie wart wykorzystania, jednakże trzeba go będzie trochę zmodyfikować na nasze potrzeby. Buntownik ów postanowił niestety działać sam, wobec czego nieczuły komornik nie docenił poświęcenia nieszczęsnika i bez problemu pan Peeters został odkuty. Wniosek z tego, że należy sie jednak stowarzyszać. "Kupą mosci panowie" to i młotem udarowym nas nie ruszą. |
|
Wpisał Administrator
|
|
środa, 30. wrzesień 2009 08:05 |
 „Tusk sprawi, że Polki zaczną rodzić” głosi tytuł w „Dzienniku” przedstawiający alarmujący raport rządowy o zapaści demograficznej w naszym kraju. „…Społeczeństwo się starzeje, a wciąż nie ma pomysłu, jak zachęcić młode pary do posiadania dzieci.” Agnieszka nie zna raportu. Urodziła trzecie dziecko, bo znowu „wpadła”. Jest bezdomna. Tuła się z dzieciakami po znajomych. Marcinek urodził się już, gdy nie miała adresu zameldowania. Jest bezdomnym dzieckiem bezdomnej matki. Matka idzie z całą trójką do urzędu dzielnicy. W otoczeniu zrujnowanych praskich kamienic bez c.o., gorącej wody ze zwisającymi wszędzie przewodami elektrycznymi, płatami tynku, to miejsce jest oazą luksusu. Najmłodszy w wózku a pozostała dwójka szaleje po korytarzach . Panie w biurze z najwyższym trudem skrywają irytację. Jeszcze jedna samotna matka przyszła do burmistrza żebrać o mieszkanie. Burmistrz wreszcie otwiera drzwi i zaprasza. Na twarzy uśmiech i lekkie zakłopotanie. Częstuje napojami, ciasteczkami, uśmiecha się do dzieci. Jest dobry. Martwi się. Wstaje, chodzi, gestykuluje. Znowu siada i każe się łączyć, wreszcie wzywa urzędniczkę z odpowiedniego referatu: Jaką mamy sytuację pani Kasiu? Czy coś się zwolniło? Co możemy zaproponować pani Agnieszce?” Urzędniczka patrzy na niego z wyrazem bezbrzeżnego zdziwienia. Ona wie, że on wie, że nie mają żadnej propozycji. Ale posłusznie odgrywa scenę. Monotonnie przeglądają listę lokali. Ale wszystkie wydają im się nie dość dobre, o zbyt niskim standardzie dla matki z małymi dziećmi. Nie ma wyjścia. Trzeba czekać, bo pan burmistrz chce przecież dla dzieciaków jak najlepszych, godnych warunków mieszkaniowych. Przez chwilę opowiada jak to „odpowiednie dla samotnej matki trójki dzieci mieszkanie” powinno wyglądać, a Agnieszka słucha i zapomina gdzie jest. Marzy. Po zapewnieniu, że jej teczka z podaniem jest na samym wierzchu i że jak tylko coś, to od razu… nadchodzi nieunikniona chwila, kiedy nie załatwiwszy niczego trzeba wyjść i zamknąć za sobą drzwi. Ale Agnieszka ani drgnie. Wreszcie zaczyna mówić: „Ludzie, którzy mnie przygarnęli to młode małżeństwo z dzieckiem. Mają tylko jeden pokój i mają mnie dość. Nie wiem gdzie pójdę, a do przytułku nie chcę. Boję się, że mi dzieci zabiorą.” Nie jest płaksą, wygląda jak typowa nastolatka tylko trochę dziecinniej, ma 19 lat i mówi spokojnie, rzeczowo, bez irytacji: panie burmistrzu, Marcin, ten najmłodszy nie ma numeru PESEL, nie mogę go zaszczepić, nie chcą go przyjąć do lekarza.” Burmistrz nie wierzy. Wzywa odpowiednie służby. Kolejna urzędniczka zapewnia burmistrza, że takie są przepisy. Bezdomnym PESEL nie przysługuje. Jej szef jest oburzony tą sytuacją. Pomstuje, ale w końcu rozkłada bezradnie ręce i żegna się. * * * Z uzasadnienia wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli: „Małoletni Damian S. nigdy nie miał i nie ma tytułu prawnego do lokalu, w którym mieszka wraz z matką, dlatego nie przysługuje mu prawo do lokalu socjalnego…” Damian ma półtora roku i nie wie, że sąd skazał mamę i jego samego na eksmisję na bruk. Może jednak idąc za sugestią sądu zawartą w uzasadnieniu wyroku eksmisji zamieszkać z tatą u dziadków, podczas gdy mama uda się do przytułku. Mama mieszkała z mamą u babci. Babcia była dozorczynią i zajmowała mieszkanie służbowe. Kiedy zwolniono ją z pracy rozwiązano z nią umowę najmu. Wtedy jeszcze Damianka nie było. Był w brzuszku swojej mamy. Gdyby się urodził zanim babci wypowiedziano umowę, mamy i jego nie wyrzucono by na bruk. Ale Damianek urodził się za późno i teraz wraz z mamą zajmuje lokal bezumownie, więc musi go opuścić. Takie są przepisy. Trzeba było się pospieszyć. Laura od siedmiu lat nie ćpa. Urodziła córeczkę. Teraz ma pięć lat. Ale Laura zrobiła w życiu masę strasznych i głupich rzeczy. Teraz nie ma gdzie mieszkać. Mieszka więc w ośrodku. Jest czysta, lecz musi żyć w otoczeniu czynnych narkomanów. Pewnego dnia w lipcu tego roku musiała zrobić coś strasznego. Zaprowadziła córeczkę do domu dziecka. Żeby jej nie odebrali praw rodzicielskich. Bezdomnym matkom odbierają dzieci. Takie są przepisy. A tak ma szansę ją odzyskać. Musi tylko zdobyć mieszkanie. Oboje z narzeczonym walczą, ciułają każdy grosz, żeby wreszcie coś wynająć. Żeby nie musiała słuchać wciąż tego samego pytania: „mamusiu, kiedy mnie zabierzesz?” Miasto nie chce jej dać mieszkania komunalnego. Tęsknota i cierpienie matki i córki to żaden argument dla Wydziału Zasobów Lokalowych. Ale nawet, kiedy jesteś chora i grozi ci kalectwo, musisz urodzić, nawet gdybyś miała od tego oślepnąć i nigdy tego dziecka nie zobaczyć. Bo państwo polskie kocha dzieci. Dopóki się nie urodzą.
Piotr Ikonowicz
|
|
|