|
Wpisał Administrator
|
|
środa, 27. maj 2009 07:15 |
|
Pan Stanisław (fot. Krzysztof Ciemny) Wieś Pawłów. Obejście skromne. Chałupa drewniana osiada od wilgoci. W środku na rozwalającym się łóżku leży mama. Helena Marczuk urodzona 3 marca 1916 r. Ma złamaną nogę. Pani Anna się nią opiekuje. Nie może już jeździć do Włoch i Holandii za chlebem. W opiece odmawiają pomocy. Bo zagranicę się jeździło, wyjaśniają. Pani Ania hoduje kozy. Ziemi nie ma. Kiedyś była tu firma. Robili palety. Poległa podczas terapii szokowej Balcerowicza. Teraz żyją z renty pani Heleny – 720 złotych. Prąd mogą w każdej chwili wyłączyć. A mimo to przygarnęli pana Stanisława. Stanisław jest bezdomny. Przez 20 lat pracował w kopalni cyny i ołowiu pod Olkuszem. Miał rodzinę, dwójkę dzieci, żonę, mieszkanie w blokach. Niechętnie wraca do tamtych czasów. Opowiada, że spotykał człowieka, który prosił o dwa złote. Kiedy on górnik proponował, że mu kupi kiełbasy. W końcu miał pieniądze, dobrze zarabiał. Tamten upierał się przy 2 złotych. Chciał koniecznie kupić pół litra denaturatu. Sytuacja powtarzała się regularnie, az nastały czasu, kiedy to smakosz denaturatu przywiódł pana Stanisław aż tu do Pawłowa na ziemi chełmskiej. Obiecywał gruszki na wierzbie wspomina pan Stanisław. I pan górnik poszedł za tym lumpem? Już nie byłem górnikiem. Przyszły redukcje, rozwód. I tak tu trafiłem. Zbierałem jabłka w ogrodzie. Robiłem palety, znicze z gliny. A teraz z pracą ciężko. Kto mnie starego grzbieta z jedną nogą krótszą, ołowicą, do roboty weźmie. Prywaciarze szukają młodych i silnych. I tak długo ich meczą, aż się staną jak ja. Do domu mam 400 kilometrów, to z tą nogą dwa miesiące bym szedł. Nie każdemu się życie układa w prostej linii. Nic tylko iść do lasu i nie wrócić z lasu…Wielu się już powiesiło. Ludzie pękają. Jest naprawdę źle. Pojawiają się dorośli synowie pani Ani. Oni już tu nie mieszkają, ale odwiedzają matkę. Są bezrobotni. Idą na ryby. Wczoraj jak złowili karpia to był smażony na śniadanie. Mąż pani Ani zginął tragicznie. Alkohol. Wypadek. A pani Ania tak jak ja, z Warszawy. Mama wzięła ja i przygarnęła z domu dziecka na Żoliborzu, kiedy miała 4,5 roku. Biologiczni rodzice ja porzucili. Tu znalazła miłość. I teraz klepie biedę nie zaniedbując ani na chwilkę ukochanej mamusi. Mimo 93 lat pani Helena jest przytomna. Dużo z nią rozmawia. Kiedyś pracowała w cementowni w Rejowcu, potem w szpitalu. Zagranicą to głównie przy kwiatach, zbiór owoców. Ale i starszymi ludźmi się opiekowała. Umie przy nich robić wszystko. Nawet zastrzyki. Matka ma teraz fachową opiekę, pielęgniarską. Pan Stanisław początkowo nieufny i skryty w końcu się otworzył. Z papierosem w kąciku ust, skulony przy studni za stertą garnków opowiada swe dzieje. Pani Ania od początku, otwarta, gościnna, uśmiechnięta. Mimo widocznych oznak skrajnej nędzy, gość nie czuje się tu skrępowany, a atmosfera jest miła i ciepła. Pan Stanisław przyniósł orzechy włoskie ze swojej komórki i popijamy je zimną wodą ze studni. Sierota z Warszawy przygarnięta i wywieziona na Lubelszczyznę, która przyjęła pod swój dach byłego górnika, bezdomnego spod Olkusza spokojnie wyjaśnia jak za 720 złotych renty można przetrwać hodując kozy. W telewizji premier wyjaśnia zachodnim niedowiarkom, że Polska to kraj wyjątkowy. Odporny na kryzys. W końcu każdy może kupić sobie kozę i jakoś tam będzie.
Piotr Ikonowicz
|
|
|
Wpisał Administrator
|
|
wtorek, 19. maj 2009 05:14 |
|

fot. Krzysztof Ciemny Przemek Gutowski ma 39 lat. Urodził się w Warszawie. Matka porzuciła go w szpitalu. Do szóstego roku życia przebywał w dwóch domach dziecka: w Domu dla Niemowląt w Raciążku, a stamtąd odesłali go do Ciechanowa. Wujek załatwił mamie pracę w FSO. Miała dostać mieszkanie, ale sąd postawił warunek: miała odebrać Przemka z domu dziecka. Obiecała. Wzięła i po dwóch tygodniach pod jakimś pretekstem oddała cioci. Potem zrzekła się go sądownie. Ojciec był nieznany. Lubiła pić. Mówiła, że go nie chce, że jest bękartem. W rok po Przemku przyszedł na świat jego brat. Często odwiedzał go w domu cioci. Prosił, żeby ciocia też go wzięła. Nie mogła. Była stara, schorowana. Ze względu na podeszły wiek powierzono jej Przemka warunkowo, pod dozorem kuratora. Mieszkali na Ząbkowskiej z ciocią i wujkiem. Ciocia oddała mu swe serce. Dzięki niej skończył podstawówkę i zawodówkę. Kiedy ukończył 14 lat poszedł pracować do OHP. W wieku 16 lat podjął prace w Ursusie. Biedy nie cierpieli, ale żyli skromnie. Ciotka miała rentę kombatancka i emeryturę z FSO. Była to niezwykła osoba. W wieku 18 lat trafiła prosto z Powstania na Pawiak, a stamtąd do Oświęcimia. Kiedy Rosjanie wyzwolili obóz przygarnęła trzy dziewczynki sieroty, których rodzice zostali zagazowani. Wychowała je. Stopień pokrewieństwa nie był duży. Ta ciotka to była taka „piąta woda po kisielu”. Nazywała się Bolesława Błaszczyk. Była dla niego jak matka. Kiedy w 1992 roku wyszedł z wojska brat już od roku nie żył. W wieku 18 lat zaćpał się na śmierć. Rok później zapiła się na śmierć jego matka. |
|
Więcej…
|
|
ZANIM WYBUCHNIE NASTĘPNY POŻAR |
|
|
|
|
Wpisał Administrator
|
|
środa, 15. kwiecień 2009 13:18 |
|
W imię konstytucyjnej zasady sprawiedliwości społecznej, w oparciu o art. 75 Konstytucji RP domagamy się uznania przez Rzeczpospolitą Polską prawa do godnego i bezpiecznego mieszkania za niezbywalne prawo człowieka mające pierwszeństwo przed takimi prawami jak prawo własności czy prawo do godziwego zysku! Żądamy drobiazgowego przeglądu wszystkich mieszkań socjalnych, tymczasowych, komunalnych pod kątem spełnienia warunków bezpieczeństwa, sanitarnych i zdrowotnych. A następnie opracowania planu wyprowadzenia wszystkich rodzin mieszkających w warunkach zagrożenia zdrowia i życia do lokali spełniających podstawowe normy higieniczne i zdrowotne oraz bezpieczeństwa. W tym celu Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej wzywa władze państwa i władze samorządowe do podjęcia dialogu społecznego z organizacjami lokatorskimi. Dość obłudy! Nadeszła pora poważnej rozmowy. Przyszedł czas na czyny! Żeby Polska weszła z dumą do rodziny cywilizowanych społeczeństw Europy i świata nie trzeba nam gigantycznych stadionów, tysięcy kilometrów autostrad, tylko wygodnych i bezpiecznych mieszkań. Zburzmy slumsy i postawmy tanie mieszkania czynszowe, a przestaniemy się wstydzić polskiej biedy i znieczulicy. Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej
Dom socjalny stanął w płomieniach. W Polsce socjalny znaczy gorszy, łatwopalny, często bez wygód, wody bieżącej. Bo to dla biednych. Samochód, żeby go dopuścić do ruchu wymaga ważnego przeglądu technicznego. Lokatorów można eksmitować byle gdzie. Ustawa mówi: 5 metrów kwadratowych na osobę i obniżony standard. Ale są jeszcze gorsze lokale, do których można eksmitować. To lokale tymczasowe. Zgodnie z brzmieniem art. 1046 § 11 Kodeksu postępowania cywilnego taki lokal „musi nadawać się do zamieszkania, chociażby nie spełniał warunków technicznych wymaganych dla pomieszczeń przeznaczonych na stały pobyt ludzi”. Są stare, gnijące baraki ze szczurami w Mińsku Mazowieckim, do których eksmituje się lokatorów. Są rozpadające się rudery na wsi, bez wody, ogrzewania i kanalizacji, do których wyrzuca się ludzi jak śmieci. Władze publiczne, a zwłaszcza samorząd mają obowiązek dbać o potrzeby mieszkaniowe obywateli, a jak mówi art. 75 Konstytucji „ w szczególności zapobiegać bezdomności”. Jednak władze te zajmują się głównie pozbywaniem się lokatorów, eksmitowaniem biedaków z nędznych mieszkań do jeszcze nędzniejszych. Brak budownictwa komunalnego pod wynajem, reprywatyzacja kamienic komunalnych, rosnące czynsze przy wciąż niskich a nawet malejących płacach, sprawiają, że duża część ludzi trafia na mieszkaniową równię pochyłą i mieszka gdzie się da, a tam zwykle mieszkać się nie powinno. W tej sytuacji narasta zagęszczenie w izbach mieszkalnych i nikt nie troszczy się o bezpieczeństwo, jeżeli przedmiotem troski milionów obywateli jest to, żeby mieszkać gdziekolwiek, bo okazuje się, że nawet ludzi ciężko pracujących nie stać na mieszkanie. Lądują więc w takich pułapkach na ludzi jak ów dom socjalny w Kamieniu Pomorskim. Ale nawet tam o miejsce było niezwykle trudno, bo w wyniku braku polityki mieszkaniowej samorządu, na miejsca w tym domu było zbyt wielu chętnych. „Poobrywane tapety, brudne śmierdzące wykładziny, zdewastowane toalety i łazienki. Grzyb na ścianach miejscami zrobił już dziury na wylot. (...) Dzieci chorują tu znacznie częściej, niż w normalnych warunkach. Większość cierpi na różnego rodzaju alergie.” Tak jeszcze 10 kwietnia 2009 pisali dziennikarze regionalnych mediów o domu socjalnym w Kamieniu. Z innego reportażu dowiadujemy się, że niejaki Remigiusz Rymarski miał być stamtąd eksmitowany, bo „jest młody i zdrowy i chociaż jest bezrobotny, to mu się pobyt w domu socjalnym nie należy”. Jeżeli zdążyli go wyeksmitować to może miał szczęście i jeszcze żyje. Gdyby jednak „udało mu się” zostać, to mógł być na liście ofiar. Władze natychmiast zareagowały, uruchomiono pomoc psychologiczną dla tych co przeżyli i dla rodzin. Takiej pomocy nikt nie zapewniał gdy byli eksmitowani. Eksmitowanym, powiadomionym, że tracą dach nad głową taka pomoc się nie należy. Ale teraz w ramach rządowego PR-u, „wszystko dla pogorzelców”. Zacznie się ten cyrk z kontrolowaniem podobnych placówek i oczywiście nadal będzie brakować mieszkań dla biedaków, którzy okazują się zbyt biedni, żeby mieszkać. Bezpieczeństwo pozostanie luksusem dla uprzywilejowanych, a im niższy standard tym większe zagrożenie. Bogaci nie dogrzewają mieszkań tandetnymi piecykami. Bezwzględna pogoń za zyskiem zamienia władze publiczne w skąpego biznesmena, który tnie koszty wszędzie tam gdzie to jest możliwe. Najsłabsi , najsłabiej się upominają. Na nich więc najłatwiej się oszczędza. Przed chwilą rozmawiałem z czterdziestoletnim mężczyzną, wychowankiem domu dziecka, który po śmierci ciotki dostał eksmisję do nory bez wygód z jednym kranem z zimną wodą na korytarzu. Administracja warszawskiej dzielnicy Praga Północ odmówiła mu nawet prawa do obejrzenia tego slumsu przed jego przyjęciem. Bo „eksmisja jest za karę” twierdzą urzędnicy, „a nic gorszego już nie ma, a lepsze się nie należy”. Tak oto człowieka, który wychował się bez rodziców, uległ wypadkowi w pracy, popadł w biedę ukarano dodatkowo eksmisją do slumsu. Eksmituje się niepełnosprawnych do pomieszczeń, w których niesposób zakręcić wózkiem inwalidzkim. A niektórym samotnym matkom, które trafiają do przytułku odbiera się prawa rodzicielskie. To kara za to, że są biedne. Za jedno nieszczęście, karze się następnym. Setki pokrzywdzonych lokatorów, ofiar reprywatyzacji, kryzysu, ale przede wszystkim bezduszności rządzących i urzędników trafia co roku do Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej po pomoc, której władze publiczne, ani myślą im udzielić. Jest coś odrażającego i do głębi wstrząsającego, jak politycy rządzący prześcigają się w próbach zbicia kapitału politycznego na tym nieszczęściu, którego są winni poprzez swoje czyny i zaniechania. Poprzez traktowanie mieszkania jako zwykłego towaru, a ludzi biednych jako wyłącznie winnych swej niedoli.
Piotr Ikonowicz
|
|
Wpisał Administrator
|
|
wtorek, 31. marzec 2009 17:17 |
|

Fot. Marta Kotlarska Marta: Poznałam panią Agnieszkę w Markocie. Przyjechałam tam robić reportaż fotograficzny. Byłam mocno przerażona rzeczywistością zastaną - ośrodek nie promował‚ "wyjścia na zewnątrz". Ludzie raz tam zamieszkawszy - zostawali na lata - rodziły się kolejne dzieci ( z kolejnych ojców). Dzieci miały straszliwe zaburzenia zachowania i zerową wiedzę o świecie zewnętrznym. Trudnym było uwierzyć, że takie miejsce znajduje się w Polsce. Rodzina pani Agnieszki była w bardzo złej w porównaniu z innymi rodzinami sytuacji materialnej, pomimo tego wkrótce wyprowadziła się i zamieszkała w wynajętym na nazwisko innej osoby - mieszkaniu na Pradze. Jej dzieci zaczęły uczęszczać do Ogniska Praga - gdzie były bardzo chwalone- jako grzeczne i aktywnie biorące udział w zajęciach. Uczestniczyły także w koordynowanym przeze mnie projekcie Akademia Pstryk (www.AkademiaPstryk.pl) Obecnie najstarsza z jej córek przebywa w UK i uczy się angielskiego, średnia dostała stypendium w szkole społecznej imienia Przymierza Rodzin. Niestety rodzina nadal boryka się z potwornymi problemami mieszkaniowymi - nie może wynająć lokalu - bo nikt nie chce wynająć im mieszkania (samotna matka z dziećmi), nie mają także przyznanego prawa do lokalu komunalnego. W rezultacie mieszkają w pustostanie, z którego zresztą grozi im eksmisja. Jedyną odpowiedzią urzędników jest propozycja powrotu do ośrodka dla bezdomnych.
Z poważaniem Marta Kotlarska
Agnieszka: Wyszłam za mąż i poszłam do rodziny męża do Maszewa. Nie było wesoło. Matka go zostawiła jak miał dwa miesiące. Wychowywali go dziadkowie, a po ich śmierci ciotka przygarnęła. Odcinała nam światło, dostęp do wody żebyśmy się wyprowadzili. I tak mieliśmy ciasno w 7 osób na 17 metrach kwadratowych. Oboje byliśmy bez pracy. W lubuskiem to była norma. Korzystaliśmy z pomocy społecznej. Mąż imał się dorywczych prac. Z uwagi na złe stosunki rodzinne i fatalne warunki mieszkaniowe zwróciliśmy się z prośbą o mieszkanie. Jednak jedyne co umiał nam zaproponować pracownik socjalny to był bilet kredytowy do Świdrów Wielkich pod Warszawą, do schroniska dla bezdomnych prowadzonego przez hrabinę Tarnowską. Był rok 2001. Najmłodsza córka miała wówczas 11 miesięcy. Zabraliśmy całą piątkę, tyle rzeczy ile zdołaliśmy udźwignąć i w drogę. W pociągu konduktor nie ulitował się nad nami, mimo, że mieliśmy kredytowy bilet z opieki społecznej i jeszcze nas skasował za nadbagaż.
|
|
Więcej…
|
|
Wygraliśmy z komornikiem! |
|
|
|
|
Wpisał Administrator
|
|
piątek, 27. marzec 2009 18:37 |
|

Bogdan Wocial miał wypadek. Rehabilitacja ręki przeciągała się. Narastał dług czynszowy. Narastały odsetki, a potem odsetki od odsetek. Wreszcie zapadł wyrok o eksmisji. W Mińsku Mazowieckim eksmisje przeprowadza zwykle ten sam komornik, Mirosław Dziedzic, wsławiony eksmisją człowieka konającego na raka, który nazajutrz po eksmisji zmarł. Jednak Wocial nie był sam. Kiedy przybył komornik na schodach siedziało około 30 osób z Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Przedstawiliśmy komornikowi ekspertyzę wykonaną przez inżyniera architekta Jana Andrzeja Sieradzkiego, z której wynikało, że baraki na Warszawskiej, dokąd miał być wyeksmitowany Wocial wraz z rodziną, nie nadają się do zamieszkania. Policja stwierdziła, że ma zbyt małe siły, aby usunąć blokadę i komornik zgrzytając zębami odstąpił od eksmisji. Kiedy jednak komornik Dziedzic ponownie zapukał do drzwi Wocialów miał już ze sobą kilkudziesięciu funkcjonariuszy policji. Sprawnie wyniesiono blokujących. Doszło też do incydentu. Główny lokator wyszedł na dach i groził, że się z niego rzuci. Mimo, wyrzucenia z mieszkania Wocial nie zamieszkał w ruderze na Warszawskiej, która zgodnie z opinią naszego eksperta była w stu procentach wyeksploatowana. A KSS złożyła skargę na czynność komornika. W lokalnej prasie pojawiły się relacje z eksmisji z tytułami: Ikonowicz nie pomógł! Aż pewnego pięknego dnia okazało się, że postanowieniem Sądu Rejonowego w Mińsku Mazowieckim eksmisja została unieważniona. Sąd zlecił własną ekspertyzę, a biegły sądowy potwierdził fakty zawarte w opracowaniu inż. Sieradzkiego z KSS. Wocial może wrócić wraz z rodziną do swego mieszkania na ul. Mireckiego. Szkopuł w tym, że burmistrz Grzesiak skwapliwie oddał ten lokal innej mieszkance Mińska, która mając ciężkie warunki mieszkaniowe przyjęła mieszkanie po Wocialu. Ale to już kłopot burmistrza jak wykonać postanowienie Sądu. Tymczasem w Mińsku zawalił się inny barak. Wprawdzie nie należący do zasobów Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej, ale tak samo wiekowy i o podobnej konstrukcji jak baraki, przed których użytkowaniem przestrzegała Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej w swoich rozmowach z władzami miasta, na wiecu przed Radą Miasta i w ekspertyzie Sieradzkiego. Swe działania KSS rejestruje kamerą i zamieszcza w Internecie pod znakiem Copyleft. Po filmach o dwóch blokadach eksmisji, udanej i nieudanej, po reportażu z wiecu przed mińskim Ratuszem („Mińsk gniewnych ludzi”), przyszła kolej na filmową relację z tego jak się będzie Wocial wprowadzał z powrotem do swego mieszkania. Nie jest tez wykluczone wystąpienie Wociala przeciwko komornikowi Dziedzicowi o odszkodowanie za przeprowadzenie niezgodnej z prawem eksmisji. |
|
|