Home

Sonda

Europa socjalna czy liberalna?
 

Ostatnio dodane


Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates
Domy bez wyjścia PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
środa, 28. kwiecień 2010 12:38

O nędzy ostatecznej i dziedzicznej.

3 schodki prowadzą od drzwi klatki na pierwszy poziom bloku socjalnego przy Wyspiańskiego 29. To granica światów. Bywałem w wielu pomieszczeniach polskiej nędzy, gdzie smród tamuje oddech, a na widok podłóg i ścian czuć smak wymiocin. Ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Na zewnątrz jest około zera, w środku tyle samo. To nie ściany korytarza, tylko jeden wielki liszaj. Nie podłogi - skuty beton. Nie drzwi do pomieszczeń - gnijąca dykta.na piętro. Świnie mają lepsze koryta. Kapie woda z nieszczelnych kranów, co za szczęście. To dlatego, że mrozy puściły. Gdy niedawno nocą było pod minus trzydzieści, zamarzły też krany w tych bydlęcych poidłach. Nie w tym rzecz, że nie było się gdzie umyć. Tutaj w ogóle nie da się dbać o higienę, bo nie ma pryszniców; są tylko zabite dechami cuchnące pomieszczenia w piwnicy, w których brak armatury, zresztą niepotrzebnej - wody i tak nie ma. Zaraz obok kibli z nieopisanym smrodem. Ludzie myją się w miskach. Dzieci najpierw, potem dorośli. Nie wiem, jak to robili, gdy pozamarzały rury. Wiem tylko, że dzieciaki spały w kurtkach. Miały uciechę, bo strasznie fajnie, kiedy można położyć się do łóżek w tym, w czym biega się po dworze. I para tak zabawnie podnosiła się z ust...22 1313 - tyle mieszka tu Iza Kurok. Nie zna innego życia. Gdy chce zobaczyć luksus, patrzy na wystawy. Takie życie jej podarowano, nie pytając o zdanie. Jej matkę Janinę i ją razem z dziewięciorgiem rodzeństwa przeniesiono tutaj na czas remontu dotychczas użytkowanego mieszkania komunalnego. Zostali oszukani. Nie wrócili tam nigdy, bo zalegali z czynszem. Matka nie była w stanie spłacić tamtego długu, chociaż wtedy miała jeszcze pracę. Ale i tak nie wystarczało. Potem zmieniła się Polska, lecz nie zmieniła się wegetacja Janiny Kurok. Iza miała wtedy 5 lat. Dziś ma już własne dzieci. Też stąd nie wyjdą. Bo wisi na nich dług poprzednich pokoleń. 15 000 złotych jest winna miastu Iza Kurok. Inni mają długi po 20, 40 tysięcy. Długi rosną razem z odsetkami. I nie ma szans na ich spłacenie. Nie ma pieniędzy, bo nie ma roboty. Są zasiłki niestarczające na życie, a co dopiero na czynsz. - Mam dać dzieciom jeść czy opłacić mieszkanie? - pyta Iza Kurok. 266,57 złotych to opłata za 44 metry dwóch pokoi przy Wyspiańskiego. W każdym po cztery osoby, czasem więcej. To był czynsz normalny, którego nie płacili, bo nie mieli pieniędzy. Zaległości rosły powiększane o odsetki, kartotekę sądową i odsetki od niej oraz jeszcze jakieś koszty. W końcu Zakład Usług Mieszkaniowych zdecydował o nieprzedłużaniu umów najmu. Jeżeli nie ma umów najmu, to taki ktoś nie jest lokatorem. Nie jest lokatorem, nie ma zatem meldunku. Przestaje istnieć. Jednak dla ZUM niebyt nie jest na tyle niewidzialny, żeby nie ściągać z niego pieniędzy, płacić więc wciąż trzeba. Nowe wyższe stawki. Dlaczego ktoś wpadł na pomysł, że jeżeli biedota nie płaciła mniejszych kwot, to zapłaci większe? Nie wiem. Dług rośnie do wartości, których nie ogarniają umysłami. Nawet się nie starają. Stają przed poważniejszymi wyzwaniami. Jak utrzymać organizm w stanie aktywności, gdy temperatura w pokoju spada poniżej zera? Bo ogrzewanie też odcięto w całym bloku. liczy odpowiedź prezydenta miasta Wadima Tyszkiewicza z 17 lutego na prośbę zmarzniętych ludzi, by włączono ogrzewanie (lodowaty wiatr osiągał w tych dniach prędkość do 60 km/h, uprzedzano o zawiejach i zamieciach).

Gmina działa zgodnie z postanowieniami ustawy o ochronie praw lokatorów. Każdy lokal socjalny wyposażony jest w instalację umożliwiająca jego ogrzewanie. Centralne ogrzewanie będzie mogło być włączone wtedy, gdy najemcy wywiążą się z obowiązku wnoszenia opłat za zajmowane lokale - kpi pismo. Nie ma możliwości, żeby ten, co się z upoważnienia prezydenta podpisał, nie wiedział, że nie są w stanie płacić ani teraz, ani nigdy. Grzeją prądem w wybranych klitkach, by tak spać pokotem po dwie, trzy rodziny z innych pokoi. Potem patrzą na wielkie liczby na rachunkach za prąd. Gdy mają, to się zrzucają, gdy nie, czekają, kiedy odetną im prąd, ostatnią kładkę do cywilizacji. Kupują w marketach kozy, piecyki jak za okupacji. Paliliby węglem, ale przydział mogą dostać tylko w MOPS-ie. Nie mają przecież meldunku, nie mają więc i węgla. Palą, czym się da. Władza zareagowała. Urzędnicy wpadli, kazali otworzyć wszystkie drzwi na korytarz i zrobili przeszukanie. Tam, gdzie były piecyki, kazali je zdemontować i zapowiedzieli, że zamurują przewody kominowe. Kto będzie liczył zaczadzonych, nie powiedzieli. Niektórzy przestali ogrzewać. Tam, gdzie nie ma ciepła, jest wilgotny smród. Byłem w takim pokoju. 8 do 16 fazy - tyle na minutę człowiek wciąga do płuc powietrze. W tym pomieszczeniu tyle razy musi mieć świadomość, że każdy oddech zabija. Ściany i sufit pokryte są grubą warstwą grzyba. Wystarczy się schylić i przeciągnąć palcem po styku podłogi ze ścianami i na palcu zostaje wilgotna maź. Na butach i odzieży - pleśń. Powietrze tutaj to trucizna. Pan Paweł może tylko patrzeć, jak jego matce puchną i wykręcają się stawy zżerane reumatyzmem, jak łzawią oczy. I wciąż kaszlą oboje. Mieszkają już dziesiąty rok.

5 albo 10 metrów kwadratowych przysługuje na człowieka w lokalu socjalnym. Jeżeli gospodarstwo domowe składa się z samotnego, to lokal musi mieć dwa razy tyle.60 i 15 miesięcy tyie mają dziś dzieci Izy Kurok, które urodziła przy Wyspiańskiego. Janina Kurok dochowała się więc wnuków w tej norze i dowodu, że człowiek może dostosować się do każdych warunków. Choć nie zawsze.14 dni konała lokatorka z I piętra na gruźlicę. Kiedy zaczęła się choroba, kiedy prątkowała, czy kogoś zaraziła - nie wiadomo. Nie stać jej było na lekarza i dopiero, gdy już nie dała rady podnieść się z łóżka, wezwano pogotowie, które zabrało ją do szpitala. Kto zapłaci za jej śmierć? Nie wiadomo, przecież nie miała prawa korzystać z opieki lekarskiej. Może zapłaci miasto? Wątpię, miasto pilnuje swoich interesów, a wydawanie pieniędzy na mierzwę zalegającą domy socjalne nie przynosi miastu korzyści. Lekarz tu nie przychodzi. Tak samo jak sanepid i straż pożarna. Przyjeżdża policja, kiedy ci, co wolą pić, niż świadomie zdychać, nie dają sobie rady ze sobą. To jedyna aktywność władzy.1000 Zapałek - mniej więcej tyle zużywa pan Stanisław na jeden domek. W środku są żaróweczki. Domki i pałacyki nieładne, ale robi wrażenie skrupulatność ludzkich palców, czasem więc ktoś to kupuje. Nie wiem po ile. Wystarczy, żeby nie odcięli ogrzewania przy Wróblewskiego, gdzie jest kolejny dom socjalny. Tu mieszkają szczęściarze. Dom, jak głosi tabliczka na ścianie, został ocieplony za pieniądze Unii Europejskiej. Pan Stanisław nazywa ogrzewaniem utrzymanie kaloryfera w temperaturze, która nie pozwoli rurom zamarznąć w tej śmierdzącej szczynami klitce. Daje to gwarancję, że i lokator nie zamarznie mroźną nocą. Pozostali mają odcięte kaloryfery specjalnymi blaszkami. Ale ocieplone ściany są dobrodziejstwem na miarę spokojnego snu z gwarancją obudzenia się nazajutrz.Innymi szczęściarzami są mieszkańcy socjalu przy ul. Staszica 2. Na parterze jest noclegownia, ogrzewania nie ma więc jak wyłączyć. Ale miasto ma inny straszak. Eksmituje do nory przy Wyspiańskiego. Nie jest jasne, czy wolno eksmitować z jednego lokalu socjalnego do drugiego. Ale jasne, że to forma kary. 19 osób podpisało listę obecności na zebraniu powołującym Komitet Społeczny Mieszkańców Domów Socjalnych. Prezydent Tyszkiewicz nie chce z nimi gadać, uznając za nielegalnych. Jeżeli wytrwają, będzie musiał. 20 lat ma Piotr Krzyżaniak, chłopak, który pokierował i wykreował komitet, potrafił rozruszać otępiałych w nędzy ludzi. 4 kartki ma skarga Zakładu Usług Mieszkaniowych w Nowej Soli na komornika. Bo zgrzeszył odruchem miłosierdzia. Napisał do ZUM: Eksmisja Pauliny O. wraz z małoletnimi dziećmi Alanem i Roksaną byłaby wysoce niepożądana ze względu na środowisko, w jakim miałyby zamieszkać małoletnie dzieci (...) wskazany lokal socjalny w Nowej Soli przy ulicy Wyspiańskiego 29 nie jest odpowiednim miejscem dla ich prawidłowego rozwoju i wychowania. ZUM zażądał od sądu przywołania komornika do porządku. Bo uzurpuje sobie prawo do interpretowania, oceniania i kontrolowania tytułu wykonawczego. I to nie pierwszy raz. Skandal. Opinie, jakie jest dobro dzieci, nie mogą mieć znaczenia. ZUM żąda, żeby komornik eksmitował, wyrzucał, wysiedlał!W końcu liczby odmawiają pomocy. Czym zmierzyć bezwzględność ludzi, którzy dostali do ręki kawałek władzy w 40-tysięcznym mieście razem z mniemaniem, że mogą dzielić ludzi na uber- i untermenschów? Prezydent Tyszkiewicz wyrazić się miał, że nie będą jedni płacili za innych. To, jak się wydaje, dla niego dostateczny powód, by 100 rodzin wyrzucić poza nawias wszystkiego - prawa, pomocy społecznej, zrozumienia - i uwolnić od próby rozwiązania problemu. To już nie enklawa biedy, to zaklęty krąg niemocy, z którego ci ludzie nie wyjdą. Bo państwo nie daje im szans, bo my nie dajemy im szans.Nie sposób policzyć sytych pysków pełnych frazesów o wyuczonej bezradności korzeniami tkwiącymi w PRL-u. Gadamy, że przecież im się nie chce, bo gdyby chcieli, to znaleźliby robotę, bo ona leży na ulicy, tylko oni nie potrafią jej szukać. Przecież to kłamstwo. Pracując, nie wyjdą z tej spirali długów. Choćby chcieli pracować na komornika, dla menela nie ma pracy. Mechanizm bezwzględnego państwa sam spycha ich w czarną dziurę. Nie spłacą długu nigdy. Ich dzieci też nie. Będą balansować na powierzchni, zanim nie zabiją ich wyziewy zagrzybionych pomieszczeń albo nie umrą na zwykłe XIX-wieczne suchoty.To nie prezydent Tyszkiewicz jest winien atrofii społecznej wrażliwości. To my wszyscy. Daliśmy sobie wmówić idiotyzm, że mieszkanie to towar, a nie prawo. Kogo nie stać, zasługuje na to, by zdechnąć, bo widać jest gorszy. Tak mówimy, bo czytaliśmy to w gazetach. Nikt nie śmie mówić inaczej. Niech szlag trafi takie państwo i takie myślenie.

 Maciej Wiśniowski

 
Szary nie żyje PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
środa, 31. marzec 2010 09:53

Zawsze, kiedy mówiono nam, że etos klasy robotniczej przepadł, że nie ma już ruchu robotniczego, mówiliśmy: Jak to? A Marcel Szary? A Cegielski? Robotnicy opiewani przez elity solidarności zostali szybko zapędzeni do szeregu. Po ”zwycięstwie” ci sami, którzy fotografowali się tak chętnie z robotnikami w kaskach zaczęli mówić o roszczeniowej postawie i pomstować na związki zawodowe. Część dawnych bohaterów obrosła tłuszczem i zasiadła na wygodnych posadach. Ale Solidarność to był Marcel Szary, który zawsze łączył do przegranych, bo z bycia robotnikiem był dumny nawet w czasach, kiedy robotnikami otwarcie zaczęto już gardzić. Nic więc dziwnego, ze wylądował w Inicjatywie Pracowniczej, związku zawodowym, który walczył z nowym reżimem, który zastąpił stary reżim. Wyjątkowość Marcela Szarego nie polegała jednak wyłącznie na wierności sobie i wspólnie toczonej walce lat 80-tych. Marcel Szary potrafił być jeszcze skuteczny. Jego wejście do Rady Nadzorczej Cegielskiego, mimo iż wysunął go mniejszościowy związek anarchistyczny dowodzi wielkiego autorytetu Szarego, który zadał kłam pragmatyzmowi realpolityków, którzy trzymają z silnymi. Ludzie tacy jak Szary nie lubią być gwiazdami, wiedział bowiem, ze tzw. charyzmatyczni przywódcy zbyt często prowadzą ludzi jak bydło pod nóż. Jednak to dzięki sile jego osobowości pochylano głowy przed wartościami, których bronił, przed zdradzoną robotniczą solidarnością. W jednym ze wspomnień o Szarym przeczytałem, że został robotnikiem, bo miał trudne dzieciństwo. Tak jakby była to pozycja społeczna poślednia, nie zaszczytna, która przypada z konieczności, a nie z wyboru. Dla piszącego był potencjalnie „kimś” lepszym, inteligentem. A przecież wszystko, co osiągnął i szacunek, jaki zyskał wśród ludzi dowodzi tego w co on wierzył, że bycie robotnikiem to nie porażka. Trzeba tylko umieć wspólnie walczyć o godność o prawo do życia z podniesioną głową. Szary nie żyje. Będzie trudniej. Bez niego. Ale też łatwiej. Dzięki temu, że w ogóle był.

Cześć Jego Pamięci

Piotr Ikonowicz, Jarosław Niemiec, Agata Nosal, Piotr Krzyżaniak, Jarosław Kolański, Beata Kardasiewicz, Marek Świeżak, Elżbieta Koschmidder

 
Razem w obronie lokatorów! PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
środa, 17. marzec 2010 21:09


    Kilkanaście organizacji zajmujących się obroną praw najemców mieszkań, spółdzielców, ofiar nielegalnych eksmisji – zdecydowało się powołać wspólny Związek Stowarzyszeń. Z inicjatywą wystąpiła Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej, aktywna m.in. w Chełmie i Łęcznej. Ponad 500 delegatów z całego kraju podjęło decyzję o współdziałaniu na rzecz ochrony lokatorów, osób poddanych wyłączeniu społecznemu, represjom antypracowniczym i antyzwiązkowym.
    - Prawo do mieszkania zajmuje szczególne miejsce wśród praw człowieka i uprawnień konstytucyjnych – tłumaczył organizator zjazdu, Piotr Ikonowicz. - W sytuacjach ekstremalnych można bowiem mniej jeść, ale nie można przecież „mniej mieszkać”! Tymczasem usiłuje się kształtować przekonanie, że mieszkanie to tylko towar jak inny, że można nim dowolnie spekulować, a kto je straci, trudno, sam sobie był winien. To jest równia pochyła! Mechanizm wygląda bowiem tak, że często człowiek tracący prace łatwo wpada w pułapkę zadłużenia, w efekcie ląduje na bruku, ale dług ciągnie się za nim i już nigdy nie może się podnieść! - ostrzega Ikonowicz. - Jest już rzeczą dość jasną, że biedę w Polsce tworzy się sztucznie i celowo, bo ludzie biedni są przytłoczeni, pokorni i posłuszni.
Więcej…
 
Rewolucjonista w hipermarkecie PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
niedziela, 14. luty 2010 12:26



Piotr Krzyżaniak zatrudnia się w zielonogórskich hipermarketach, by robić rewolucję społeczną i wstrząsnąć pracownikami. Wyrzucają go regularnie. Właśnie przegrał proces.
Proces przed zielonogórskim sądem trwał prawie rok. Piotr Krzyżaniak pozwał sklep Alma. Wyrzucili go z pracy, jak mówi za działalność związkową. Domagał się powrotu. Sąd uznał, że powinien starać się raczej o odszkodowanie. - Powrót to złe roszczenie - orzekł sędzia.

- Chcę wrócić i założyć związek. Przychodzą do mnie ludzie z tego sklepu, pytają, jak to zrobić beze mnie. Ale się boją. Szczerze mówię, jak to się może skończyć. Ale sprawiedliwość trzeba wywalczyć - opowiada.

Jak to się zaczęło?

- Zaraz - zastanawia się 21-letni długowłosy, blady chudzielec.

- Rok temu siedziałem na kasie w nowo otwartym Markecie Alma w galerii Focus. Ciepło, mniejszy ruch niż w hipermarkecie, na półkach luksusowe towary.

Przyszły do mnie kobiety, żeby coś zrobić z tymi drabinkami. W magazynie wysokie regały na trzy kondygnacje, a drabinki za krótkie, sięgają do drugiej. Kobieta się wspina i jak akrobata ściąga makaron. Ślizga się, za chwilę mogłaby spaść. Jak można tak traktować ludzi. Po kilku dniach idę do kadr. Na biurko kładę pismo o powstaniu komisji związku Inicjatywa Pracownicza. Żądam tablicy ogłoszeń. Szef nie chce przyjąć pisma, odmawia pokwitowania. Rzuca, że w Almie nigdy nie było związków. No to właśnie powstały. Wyrzucili mnie dzień później. Nie za związki, a za "rażące naruszenie obowiązków". Siedziałem na kasie i nie zauważyłem, że paczka z mielonym ma cenę jak za kości. Na mięsnym źle nakleili. Różnica na parę złotych. Mój błąd, ale nie zbrodnia. Nikt mnie nie bronił. Nawet ochroniarz, któremu pisałem pozew do sądu o zaległe nadgodziny.

Po pierwsze: szczują

Mam 16 lat. Mieszkam w starej kamienicy przy ul. Fabrycznej. Słucham Hendrixa, Zappy, Led Zeppelin. Ojciec technik radiolog, matka zagorzała chrześcijanka. Należy do Trzeciego Zakonu Świętego Franciszka. Poglądy ojca niewyraziste. Za komuny chciał wstąpić do Solidarności, ale ją zdelegalizowali. Na tym się skończyła jego fascynacja związkami zawodowymi.

Co jeszcze o mnie, gram na gitarze. Próbowałem założyć jakąś kapelę. Nie wyszło.

Mam te 16 lat. Niby pasuję do plastyka na ul. Batorego. W klasie mnie nie rozumieją. Ja ich też. To mnie wykluczyli. Dziwak, osobnik niedojrzały, tak mówili. Stopnie słabe. Nadrabiałem z polskiego, historii sztuki. Rysowałem grecką architekturę, martwe natury. Nigdy portretów, ludzkich twarzy. Twarze mi nie leżą. Nie umiałbym naszkicować przyjaciela.

Wtedy pierwszy raz poszedłem do hipermarketu. Dorobić parę groszy. Dawali 4 zł za godzinę, teraz kasjer dostaje pod 8 zł. Z kolegą dostałem dodatkową fuchę. Ładowaliśmy puszki z napojami do automatu. Nagle kumpel przestał się odzywać. W końcu wydusił z siebie, że chcę mu tę robotę zabrać. Tak mu powiedziała szefowa. Wcześniej mówiła o dwóch stanowiskach. Idę i pytam, o co chodzi. Ona, że nic takiego, to taki chwyt marketingowy. Czyli normalne, dopuszczalne szczucie na siebie ludzi. Godność? A co to takiego? Musisz się godzić na kanty. Usłyszałem, że takie jest życie, innego nie ma, nie można za dużo chcieć. Tłumaczyłem to sobie - ty nic nie możesz chcieć. Bogaci się bogacą, a biedni biednieją. Przecież to bez sensu. Normalnie niesprawiedliwe. Dali mi do zrozumienia, że tu się nie pyta. Odchodzę.

Gazeta Wyborcza Zielona Góra

Kalina Stawiarz, Artur Łukasiewicz
 
Socjalne piekło PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
sobota, 06. luty 2010 13:33

 

Jak przetrwać zimę bez ogrzewania i ciepłej wody? – Trzeba sobie radzić – mówią lokatorzy z mieszkań socjalnych w Nowej Soli. Zakład Usług Mieszkaniowych odciął im ogrzewanie, to kara za długi.

Najgorsza sytuacja spotkała mieszkańców z budynku socjalnego przy ul. Wyspiańskiego. Warunki, w jakich mieszkają, są fatalne. Nikt nie ma łazienki ani kuchni. Toalety mieszczą się w piwnicy. O ciepłej wodzie z kranu można tu tylko pomarzyć. Odkąd przyszły mrozy, o zimnej też, bowiem pozamarzały rury. Nic dziwnego, skoro ogrzewania nie mają od trzech lat. Taką sytuację najgorzej znoszą dzieci.

Śpimy w kurteczkach
Anita i Radek Kozłowscy (nazwisko zmienione) proszą, żeby nie podawać ich nazwiska. – Niby nic gorszego już nas nie może spotkać, ale z ZUM-em nigdy nie wiadomo – twierdzą. W Wigilię urodziła im się córeczka. Od tamtej chwili ich życie to ciągła walka z chłodem w mieszkaniu.

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 2 z 14