Home Aktualności

Sonda

Europa socjalna czy liberalna?
 

Ostatnio dodane


Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates
Aktualności
Manifestacja w obronie praw lokatorów PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
piątek, 23. lipiec 2010 18:29

Obniżki czynszów, umorzenia zadłużenia najuboższym lokatorom, wstrzymania eksmisji z mieszkań komunalnych domagali się działacze Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej Piotra Ikonowicza podczas demonstracji pod nowosolskim magistratem.

W piątek ulicami Nowej Soli przeszła manifestacja w obronie lokatorów eksmitowanych ze swoich mieszkań na bruk. - Mieszkanie prawem, nie towarem! – krzyczało kilkadziesiąt osób, które w południe dotarło pod urząd miejski. Organizatorami wiecu byli Młodzi Socjaliści, Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza, Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej. Zjechali do miasta z całego kraju, głównie z Warszawy.

- Celem naszej akcji jest zwrócenie uwagi na sytuację mieszkańców domów socjalnych w Nowej Soli i lekceważący stosunek do nich władz miasta – opowiada Mateusz Mirys z Młodych Socjalistów. – To, co się tutaj dzieje przekracza wszystko, co widziałem gdziekolwiek w Polsce. A już najbardziej dziwna jest sytuacja, gdy prezydent Wadim Tyszkiewicz twierdzi, że legalne powołane stowarzyszenie Komitet Lokatorów Mieszkań Socjalnych jest nielegalne i, jak to określił, zakrawa na kpinę.

Na demonstracji byli też mieszkańcy domów socjalnych z Nowej Soli oczekujący na przydział mieszkania od miasta na specjalnej liście. – Jedno z moich dzieci nie ma nerki, drugie cierpi na autyzm – opowiada Agnieszka Wyrzykowska jedna z mieszkanek domu socjalnego, która z kilkuletnią córka na ręku stanęła przed szpalerem strażników miejskich broniących wstępu do magistratu. – Mieszkamy w strasznych warunkach, a dodatkowo kilka miesięcy temu odłączono nam ogrzewanie. Gdy przyszłam z pretensjami do prezydenta Tyszkiewicza oznajmił mi, że skreśla mnie z listy oczekujących na przydział mieszkania. A potem powiedział, że jeśli mi się nie podoba mieszkanie w budynku socjalnym to mogę sobie iść pod most – dodaje wzburzona.

Pomimo wielu okrzyków i wezwań prezydent W. Tyszkiewicz nie wyszedł do demonstrujących. Zwołał za to, przed manifestacją konferencję prasową, gdzie przekonywał do swoich racji... dziennikarzy. Prezydent Nowej Soli przyjął delegację wiecujących, na czele z Piotrem Krzyżaniakiem z Inicjatywy Pracowniczej, która przekazała listę postulatów.

 za: gazetalubuska.pl

 
Relanium dobre na Kaufland? PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
piątek, 28. maj 2010 12:54



Listopad 2009 r. Jola i Halina pracują w bielskich hipermarketach. One pracują, a rząd chwali się, że mamy niespotykany w Europie wzrost gospodarczy i niskie bezrobocie. Posłuchajmy tego, co mówią. Rządowy „sukces” ma swoją cenę. Te dwie dziewczyny wykuwają go codziennie, kosztem bólu, wyzysku i poniżenia.

Pracują lub pracowały w bielskim Kauflandzie. Ten ładnie położony hipermarket na osiedlu Karpackim, z górami w tle, nie kojarzy się im jednak dobrze. Ania, Agnieszka i ich koleżanki postanowiły przerwać milczenie i opowiedzieć o pracy, która była i jest dla nich koszmarem…

Ania Radomska trzy lata przepracowała w Kauflandzie jako kasjerka. Jest matką samotnie wychowującą dziecko. Mówi, że szczególnie ciężko było jej wtedy, gdy dziecko chorowało, a nie było nikogo kto by się mógł nim zaopiekować, gdy ona była w pracy.

– Nie mogłam skorzystać z opieki nad dzieckiem, bo byłam straszona zwolnieniem – wspomina Ania Radomska.

Czuła, że zbierają się nad nią czarne chmury. W zeszłym roku trochę chorowała, choć zapewnia, że było to raptem kilkanaście dni w ciągu roku. Ale choroby w Kauflandzie, jak mówi Ania, nie są w ogóle tolerowane.

Kasjerki typują…

Zmieniony ( piątek, 28. maj 2010 13:18 )
Więcej…
 
KSS powstrzymała lichwiarza PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
czwartek, 27. maj 2010 12:00

W dniu 27 maja br. działaczki i działacze Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej zablokowali wprowadzenie w posiadanie lokalu przy ul. Siedleckiej 56 m 30 zamieszkałego przez parę emerytów, państwa Ryszarda i Ewę Wilczyńskich wierzyciela. Mafia mieszkaniowa pod wodzą niejakiego Pawła Tubielewicza wyłudziła podstępem akt notarialny przekazujący własność lokalu człowiekowi podstawionemu przez Tubielewicza. Naganiaczką w tym procederze jest pani  Ewa Zając z Agencji Finansowej Consulto, która zrozpaczonym dłużnikom poleca usługi lichwiarza. Paweł Tubielewicz udziela nieszczęśnikom pożyczek na 10% miesięcznie pod zastaw mieszkania.  A pani Zając oszukuje ich, że wkrótce załatwi im normalny kredyt bankowy, który pozwoli spłacić lichwiarza i ocalić mieszkanie, po czym staje się „nieuchwytna”. W rezultacie Tubielewicz nabywa lokale po śmiesznie zaniżonych cenach czyniąc z dłużników osoby bezdomne. KSS prowadzi obecnie nie tylko sprawę państwa Wilczyńskich, ale także pani Bożenny Chołaszczyńskiej. W obu sprawach osoby sprawców i metody działania są identyczne. Na schodach przed mieszkaniem państwa Wilczyńskich, komornik napotkał na blokadę KSS złożoną głównie z kobiet. Obecny był także pełnomocnik państwa Wilczyńskich, Piotr Ikonowicz.  Na miejscu była też prasa i TV. Widząc zdecydowanie blokujących i przedstawicieli mediów wierzyciel czyli podstawiony przez mafię figurant upoważnił komornika do odstąpienia od egzekucji.  W sprawie lipnego aktu notarialnego państwa Wilczyńskich prokuratura Rejonowa dla Warszawy Pragi Północ wytoczyła powództwo cywilne mające na celu unieważnienie aktu notarialnego, którym przeniesiono własność mieszkania na wierzyciela. Na czynności komornika Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej wniosła skargę do sądu. Dalsze działania przeciwko mafii i lichwie mieszkaniowej już wkrótce.
Zmieniony ( czwartek, 27. maj 2010 12:13 )
 
Ikonowicz na odsiecz bielskim lokatorom PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
środa, 12. maj 2010 10:15

Agnieszka Żelazna i Piotr Ikonowicz z KSS na spotkaniu z bielskimi lokatorami

Gorąca atmosfera panowała na piątkowym spotkaniu Piotra Ikonowicza z bielszczanami. Pokazało ono, że ogólnopolski fenomen ruchu lokatorskiego nie ominął Bielska-Białej. Wręcz przeciwnie, trafił tu na bardzo podatny grunt…
Bielscy lokatorzy łączą się

W Bielsku-Białej ruch lokatorski pojawił się niedawno. W krótkim jednak czasie, przyciągnął już kilkadziesiąt osób, bielszczan z różnych dzielnic, osiedli i ulic. Łączy ich jedno. Nie chcą, by o ich losie decydowała bezduszna administracja, grubość portfela biznesmenów czy podejrzane praktyki sądów. Ich hasłem jest: „Mieszkanie prawem, nie towarem”. Ludzie ci mają nieraz głębokie poczucie krzywdy. Łączą się, by lepiej słyszano ich głos.

A że ten głos jest w Bielsku coraz silniejszy, mógł się przekonać każdy, kto przyszedł na spotkanie Komitetu Lokatorskiego „Pod Bezpiecznym Dachem”. W sali bielskiego NOT-u w ubiegły piątek zjawił się komplet publiczności. Gościem bielskich lokatorów był Piotr Ikonowicz z Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Warszawska kancelaria jest jednym z głównych „rozgrywających” w ogólnopolskim ruchu lokatorskim.

– Nasze szanse zależą od tego, na ile zrozumieliśmy, co się właściwie dzieje. Zrozumienie jest początkiem rozwiązania problemu. Dlaczego to spotkanie nie powinno być ścianą płaczu – przekonywał na spotkaniu z bielszczanami Piotr Ikonowicz, prawnik, tłumacz, polityk, działach opozycji w PRL  – tylko wspólną analiza i szukaniem środków zaradczych. Czyli czynieniem nas silniejszymi wobec tej przeważającej siły pieniądza nad człowiekiem. Bo padamy ofiarą pieniędzy. Tego, że wszelkie relacje międzyludzkie są zapośredniczone przez rynek, pieniądze, przez to, że obowiązuje zasada: coś za coś, która nie powinna rządzić stosunkami społecznymi. Bo wtedy stają się one odczłowieczone – ocenił Ikonowicz.

„Trzeba być bohaterem, żeby w Polsce być biednym i nie utracić człowieczeństwa”

Zainteresowanie osobą Ikonowicza jest w środowisku lokatorskim zrozumiałe. Wśród członków ruchu jest dobrze znany. Jego kancelaria wypraktykowała skuteczne metody, które wielu warszawskim i nie tylko warszawskim lokatorom, ocaliły dach nad głową. Wśród kilkudziesięciu osób, które przyszły na spotkanie do NOT-u, byli m.in. bohaterowie niedawnych artykułów Super-Nowej. Przypomnijmy, że opisywaliśmy w nich ludzkie dramaty, których wspólnym mianownikiem są problemy mieszkaniowe. Ludzie ci podkreślali swoją bezradność wobec instytucji: prezydenta miasta, spółdzielni mieszkaniowych, sadów i kamieniczników, którzy chcą się ich pozbyć.


– My zbyt często ulegamy pewnemu schematowi, który usiłuje się narysować – ciągnął Piotr Ikonowicz. – Schemat polega na tym, że oto mamy tych zaradnych: mędrców, biznesmenów, ludzi polityki, urzędników, którzy występują w roli mentorów, nauczycieli, którzy nas ganią, za nasze nieudacznictwo. Za to, że za mało się staramy. Próbuje się z nas robić bierne ofiary o roszczeniowej postawie, i dopiero gdy cała historia zostaje opowiedziana, okazuje się, jak wielka jest wina władzy publicznej i tych, którym wydaje się, że wszystko im się należy, i że ich sukces jest wyłącznie zasługą ich starań, a nasza porażka jest wynikiem niewystarczającego wysiłku – zauważył Ikonowicz, dodając: – Naprawdę trzeba być bohaterem, żeby w Polsce być biednym i nie utracić człowieczeństwa. Nie dać się zepchnąć do tej roli, w której nas obsadzono.

Spotkanie trwało blisko trzy godziny. Każdy chciał się podzielić swoim indywidualnym problemem. Ikonowicz chętnie doradzał i udzielał wskazówek.

Ruch lokatorski rozwija się w Polsce niezwykle żywiołowo. To swoisty fenomen. Przy na ogół milczącej postawie mediów komercyjnych i innych z głównego nurtu, dociera do najdalszych zakątków kraju. Przełamuje bariery. W dużych miastach, takich jak Warszawa, urósł już niemal do roli rozdającego karty w polityce mieszkaniowej miasta.

 MIC | 10.05.2010 (1126)
 
Domy bez wyjścia PDF Drukuj Email
Wpisał Administrator   
środa, 28. kwiecień 2010 12:38

O nędzy ostatecznej i dziedzicznej.

3 schodki prowadzą od drzwi klatki na pierwszy poziom bloku socjalnego przy Wyspiańskiego 29. To granica światów. Bywałem w wielu pomieszczeniach polskiej nędzy, gdzie smród tamuje oddech, a na widok podłóg i ścian czuć smak wymiocin. Ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Na zewnątrz jest około zera, w środku tyle samo. To nie ściany korytarza, tylko jeden wielki liszaj. Nie podłogi - skuty beton. Nie drzwi do pomieszczeń - gnijąca dykta.na piętro. Świnie mają lepsze koryta. Kapie woda z nieszczelnych kranów, co za szczęście. To dlatego, że mrozy puściły. Gdy niedawno nocą było pod minus trzydzieści, zamarzły też krany w tych bydlęcych poidłach. Nie w tym rzecz, że nie było się gdzie umyć. Tutaj w ogóle nie da się dbać o higienę, bo nie ma pryszniców; są tylko zabite dechami cuchnące pomieszczenia w piwnicy, w których brak armatury, zresztą niepotrzebnej - wody i tak nie ma. Zaraz obok kibli z nieopisanym smrodem. Ludzie myją się w miskach. Dzieci najpierw, potem dorośli. Nie wiem, jak to robili, gdy pozamarzały rury. Wiem tylko, że dzieciaki spały w kurtkach. Miały uciechę, bo strasznie fajnie, kiedy można położyć się do łóżek w tym, w czym biega się po dworze. I para tak zabawnie podnosiła się z ust...22 1313 - tyle mieszka tu Iza Kurok. Nie zna innego życia. Gdy chce zobaczyć luksus, patrzy na wystawy. Takie życie jej podarowano, nie pytając o zdanie. Jej matkę Janinę i ją razem z dziewięciorgiem rodzeństwa przeniesiono tutaj na czas remontu dotychczas użytkowanego mieszkania komunalnego. Zostali oszukani. Nie wrócili tam nigdy, bo zalegali z czynszem. Matka nie była w stanie spłacić tamtego długu, chociaż wtedy miała jeszcze pracę. Ale i tak nie wystarczało. Potem zmieniła się Polska, lecz nie zmieniła się wegetacja Janiny Kurok. Iza miała wtedy 5 lat. Dziś ma już własne dzieci. Też stąd nie wyjdą. Bo wisi na nich dług poprzednich pokoleń. 15 000 złotych jest winna miastu Iza Kurok. Inni mają długi po 20, 40 tysięcy. Długi rosną razem z odsetkami. I nie ma szans na ich spłacenie. Nie ma pieniędzy, bo nie ma roboty. Są zasiłki niestarczające na życie, a co dopiero na czynsz. - Mam dać dzieciom jeść czy opłacić mieszkanie? - pyta Iza Kurok. 266,57 złotych to opłata za 44 metry dwóch pokoi przy Wyspiańskiego. W każdym po cztery osoby, czasem więcej. To był czynsz normalny, którego nie płacili, bo nie mieli pieniędzy. Zaległości rosły powiększane o odsetki, kartotekę sądową i odsetki od niej oraz jeszcze jakieś koszty. W końcu Zakład Usług Mieszkaniowych zdecydował o nieprzedłużaniu umów najmu. Jeżeli nie ma umów najmu, to taki ktoś nie jest lokatorem. Nie jest lokatorem, nie ma zatem meldunku. Przestaje istnieć. Jednak dla ZUM niebyt nie jest na tyle niewidzialny, żeby nie ściągać z niego pieniędzy, płacić więc wciąż trzeba. Nowe wyższe stawki. Dlaczego ktoś wpadł na pomysł, że jeżeli biedota nie płaciła mniejszych kwot, to zapłaci większe? Nie wiem. Dług rośnie do wartości, których nie ogarniają umysłami. Nawet się nie starają. Stają przed poważniejszymi wyzwaniami. Jak utrzymać organizm w stanie aktywności, gdy temperatura w pokoju spada poniżej zera? Bo ogrzewanie też odcięto w całym bloku. liczy odpowiedź prezydenta miasta Wadima Tyszkiewicza z 17 lutego na prośbę zmarzniętych ludzi, by włączono ogrzewanie (lodowaty wiatr osiągał w tych dniach prędkość do 60 km/h, uprzedzano o zawiejach i zamieciach).

Gmina działa zgodnie z postanowieniami ustawy o ochronie praw lokatorów. Każdy lokal socjalny wyposażony jest w instalację umożliwiająca jego ogrzewanie. Centralne ogrzewanie będzie mogło być włączone wtedy, gdy najemcy wywiążą się z obowiązku wnoszenia opłat za zajmowane lokale - kpi pismo. Nie ma możliwości, żeby ten, co się z upoważnienia prezydenta podpisał, nie wiedział, że nie są w stanie płacić ani teraz, ani nigdy. Grzeją prądem w wybranych klitkach, by tak spać pokotem po dwie, trzy rodziny z innych pokoi. Potem patrzą na wielkie liczby na rachunkach za prąd. Gdy mają, to się zrzucają, gdy nie, czekają, kiedy odetną im prąd, ostatnią kładkę do cywilizacji. Kupują w marketach kozy, piecyki jak za okupacji. Paliliby węglem, ale przydział mogą dostać tylko w MOPS-ie. Nie mają przecież meldunku, nie mają więc i węgla. Palą, czym się da. Władza zareagowała. Urzędnicy wpadli, kazali otworzyć wszystkie drzwi na korytarz i zrobili przeszukanie. Tam, gdzie były piecyki, kazali je zdemontować i zapowiedzieli, że zamurują przewody kominowe. Kto będzie liczył zaczadzonych, nie powiedzieli. Niektórzy przestali ogrzewać. Tam, gdzie nie ma ciepła, jest wilgotny smród. Byłem w takim pokoju. 8 do 16 fazy - tyle na minutę człowiek wciąga do płuc powietrze. W tym pomieszczeniu tyle razy musi mieć świadomość, że każdy oddech zabija. Ściany i sufit pokryte są grubą warstwą grzyba. Wystarczy się schylić i przeciągnąć palcem po styku podłogi ze ścianami i na palcu zostaje wilgotna maź. Na butach i odzieży - pleśń. Powietrze tutaj to trucizna. Pan Paweł może tylko patrzeć, jak jego matce puchną i wykręcają się stawy zżerane reumatyzmem, jak łzawią oczy. I wciąż kaszlą oboje. Mieszkają już dziesiąty rok.

5 albo 10 metrów kwadratowych przysługuje na człowieka w lokalu socjalnym. Jeżeli gospodarstwo domowe składa się z samotnego, to lokal musi mieć dwa razy tyle.60 i 15 miesięcy tyie mają dziś dzieci Izy Kurok, które urodziła przy Wyspiańskiego. Janina Kurok dochowała się więc wnuków w tej norze i dowodu, że człowiek może dostosować się do każdych warunków. Choć nie zawsze.14 dni konała lokatorka z I piętra na gruźlicę. Kiedy zaczęła się choroba, kiedy prątkowała, czy kogoś zaraziła - nie wiadomo. Nie stać jej było na lekarza i dopiero, gdy już nie dała rady podnieść się z łóżka, wezwano pogotowie, które zabrało ją do szpitala. Kto zapłaci za jej śmierć? Nie wiadomo, przecież nie miała prawa korzystać z opieki lekarskiej. Może zapłaci miasto? Wątpię, miasto pilnuje swoich interesów, a wydawanie pieniędzy na mierzwę zalegającą domy socjalne nie przynosi miastu korzyści. Lekarz tu nie przychodzi. Tak samo jak sanepid i straż pożarna. Przyjeżdża policja, kiedy ci, co wolą pić, niż świadomie zdychać, nie dają sobie rady ze sobą. To jedyna aktywność władzy.1000 Zapałek - mniej więcej tyle zużywa pan Stanisław na jeden domek. W środku są żaróweczki. Domki i pałacyki nieładne, ale robi wrażenie skrupulatność ludzkich palców, czasem więc ktoś to kupuje. Nie wiem po ile. Wystarczy, żeby nie odcięli ogrzewania przy Wróblewskiego, gdzie jest kolejny dom socjalny. Tu mieszkają szczęściarze. Dom, jak głosi tabliczka na ścianie, został ocieplony za pieniądze Unii Europejskiej. Pan Stanisław nazywa ogrzewaniem utrzymanie kaloryfera w temperaturze, która nie pozwoli rurom zamarznąć w tej śmierdzącej szczynami klitce. Daje to gwarancję, że i lokator nie zamarznie mroźną nocą. Pozostali mają odcięte kaloryfery specjalnymi blaszkami. Ale ocieplone ściany są dobrodziejstwem na miarę spokojnego snu z gwarancją obudzenia się nazajutrz.Innymi szczęściarzami są mieszkańcy socjalu przy ul. Staszica 2. Na parterze jest noclegownia, ogrzewania nie ma więc jak wyłączyć. Ale miasto ma inny straszak. Eksmituje do nory przy Wyspiańskiego. Nie jest jasne, czy wolno eksmitować z jednego lokalu socjalnego do drugiego. Ale jasne, że to forma kary. 19 osób podpisało listę obecności na zebraniu powołującym Komitet Społeczny Mieszkańców Domów Socjalnych. Prezydent Tyszkiewicz nie chce z nimi gadać, uznając za nielegalnych. Jeżeli wytrwają, będzie musiał. 20 lat ma Piotr Krzyżaniak, chłopak, który pokierował i wykreował komitet, potrafił rozruszać otępiałych w nędzy ludzi. 4 kartki ma skarga Zakładu Usług Mieszkaniowych w Nowej Soli na komornika. Bo zgrzeszył odruchem miłosierdzia. Napisał do ZUM: Eksmisja Pauliny O. wraz z małoletnimi dziećmi Alanem i Roksaną byłaby wysoce niepożądana ze względu na środowisko, w jakim miałyby zamieszkać małoletnie dzieci (...) wskazany lokal socjalny w Nowej Soli przy ulicy Wyspiańskiego 29 nie jest odpowiednim miejscem dla ich prawidłowego rozwoju i wychowania. ZUM zażądał od sądu przywołania komornika do porządku. Bo uzurpuje sobie prawo do interpretowania, oceniania i kontrolowania tytułu wykonawczego. I to nie pierwszy raz. Skandal. Opinie, jakie jest dobro dzieci, nie mogą mieć znaczenia. ZUM żąda, żeby komornik eksmitował, wyrzucał, wysiedlał!W końcu liczby odmawiają pomocy. Czym zmierzyć bezwzględność ludzi, którzy dostali do ręki kawałek władzy w 40-tysięcznym mieście razem z mniemaniem, że mogą dzielić ludzi na uber- i untermenschów? Prezydent Tyszkiewicz wyrazić się miał, że nie będą jedni płacili za innych. To, jak się wydaje, dla niego dostateczny powód, by 100 rodzin wyrzucić poza nawias wszystkiego - prawa, pomocy społecznej, zrozumienia - i uwolnić od próby rozwiązania problemu. To już nie enklawa biedy, to zaklęty krąg niemocy, z którego ci ludzie nie wyjdą. Bo państwo nie daje im szans, bo my nie dajemy im szans.Nie sposób policzyć sytych pysków pełnych frazesów o wyuczonej bezradności korzeniami tkwiącymi w PRL-u. Gadamy, że przecież im się nie chce, bo gdyby chcieli, to znaleźliby robotę, bo ona leży na ulicy, tylko oni nie potrafią jej szukać. Przecież to kłamstwo. Pracując, nie wyjdą z tej spirali długów. Choćby chcieli pracować na komornika, dla menela nie ma pracy. Mechanizm bezwzględnego państwa sam spycha ich w czarną dziurę. Nie spłacą długu nigdy. Ich dzieci też nie. Będą balansować na powierzchni, zanim nie zabiją ich wyziewy zagrzybionych pomieszczeń albo nie umrą na zwykłe XIX-wieczne suchoty.To nie prezydent Tyszkiewicz jest winien atrofii społecznej wrażliwości. To my wszyscy. Daliśmy sobie wmówić idiotyzm, że mieszkanie to towar, a nie prawo. Kogo nie stać, zasługuje na to, by zdechnąć, bo widać jest gorszy. Tak mówimy, bo czytaliśmy to w gazetach. Nikt nie śmie mówić inaczej. Niech szlag trafi takie państwo i takie myślenie.

 Maciej Wiśniowski

Zmieniony ( środa, 28. kwiecień 2010 12:47 )
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 11